12.05.2013

"My love my pet": One

Szedłem przez puste korytarze, do ogromnych drzwi wejściowych.
- Baekhyun!
Usłyszałem swoje imię i poczułem ciężar na swoich zacnych barkach.
- Kurde. Chanyeol lekki nie jesteś! - próbowałem strącić ręce chłopaka z ramion, na których opierał się całym ciężarem.
- Przesadzasz.
Zdjął swoje olbrzymie łapy i szedł teraz ze mną ramię w ramię.
Park Chanyeol. Mój przyjaciel od dzieciństwa. Nie wiem, po prostu nie mam zielonego pojęcia jak ja z nim tyle lat wytrzymałem.
Wiecznie uśmiechnięty, radosny. Happy Virus normalnie. Jest o kilka miesięcy młodszy ode mnie. Ja rozumiem, żeby tak zachowywał się Sehun czy Kai, ale on. Mamy po 19 lat, a oni Jongin i Sehun po 17.
A Chanyeol ma najwięcej energii z nas wszystkich razem wziętych.
Czasami mam go naprawdę dosyć. Wtedy jak wrobił mnie w napisanie referatu na przyrodę kiedy byłem chory i jakoś mnie o tym nie poinformował. Lub kiedy znalazł kota na ulicy i wcisnął go mi tłumacząc się tym, iż jego ojciec ma uczulenie na sierść.Więc gdyby zobaczyliby tego słodzika, zabiliby go na miejscu...Chanyeol'a nie kota.
Do dziś kot jest pod moją, dość ciężką opieką. Nazywa się Kimi.
Park wybrał jej te, według niego kawaii imię. Nie wiem dlaczego. Żadnych powiązań...ni to w jej wygląd, gdyż była czarna. Zapewne tym bardziej nie w charakter, bo Kimi tym bardziej słodka nie była. Zdołałem się o tym przekonać na własnej skórze.Kiedy to obrywałem pazurami. Tego kota bardziej opisują słowa: furia, szatan, diabeł, nadpobudliwiec, ale KAWAII?!
Dochodząc do wniosku Chanyeol doprowadzał mnie nie raz do stanu wyczerpania fizycznego jak i psychicznego, co świadczą mało widoczne już blizny na jednym policzku i dłoniach. Dostałem w policzek od kota...przeklęte stworzenie.
Wyszliśmy z budynku szkoły. Na parkingu nie było już żadnych samochodów, no nie licząc jednego, który zapewne należał do woźnego.
Przeszliśmy przez wielką, czarną bramę i weszliśmy na chodnik wykładany szarą kostką brukową.
- Becon chcesz gofra? - rudzielec wyszczerzył się pokazując tym samym rząd nienagannie prostych i białych zębów.
Spojrzałem na niego spode łba.
- Tyle razy mówiłem...Nie jestem BECON, jestem BAEKHYUN!! - wyprowadzony nieco z równowagi, wyraźnie zaakcentowałem.
Chłopak podniósł ręce w obronnym geście i poszedł do kawiarenki. Co oznaczało tylko jedno...muszę na niego zaczekać.
Usiadłem na krześle przed kawiarenką, na który padał wielki cień rzucany przez zielony parasol. Oparłem się łokciami o plastikowy stolik.
Nie powiem mimo, iż siedziałem w cieniu słońce dawało mi się we znaki. Tym bardziej, że siedziałem w koszuli z długimi rękawami, która była nieodłącznął częścią mundurku.
Po kilkunastu minutach Chanyeol raczył wyjść z budynku. Niósł dwa gofry, choć nie pamiętam, abym wtedy o niego prosił.
- Nie patrz tak na mnie! To, że nie mówiłeś nie znaczny, że nie chciałeś - usprawiedliwiał się.
Podał mi mojego gofra, po czym wziął gryza swojego.
Czasami naprawdę dobija mnie fakt, że ten psychol zna mnie, aż tak dobrze. Nawet za dobrze.
Ponownie zaczęliśmy iść w stronę swoich domów, tylko tym razem każdy jadł gofra.
Dom Park'a był po drodze do mojego.On mieszkał z rodzicami, a mnie moi wywalili natychmiast jak zostałem pełnoletni. Tym samym rzucili mnie na głęboką wodę, bym się usamodzielnił. Na początku zanim jeszcze znalazłem własny dach nad głową, mieszkałem u kolegi Luhan'a, chińczyka starszego ode mnie, który niedawno musiał z powrotem wrócić do swojego ojczystego kraju - Chin. Powiedział, że się jeszcze spotkamy, ale to już inna historia. Określmy to tak...niewielkie mieszkanie w centrum, praca w sklepie z komiksami oraz kot, to wyżyny mojej samodzielności.
Z zamyślenia wyrwał mnie Chanyeol, który umazał mi nos w bitej śmietanie. Zaczął się ryć jak głupi, a ja patrzyłem na niego z politowaniem.
I z takim kimś przyszło mi żyć. Za jakie grzechy? No co ja takiego zrobiłem w ciągu tych marnych 19 lat?
- Chanyeol - zacząłem ścierając śmietanę z nosa.
- Nie zabijaj!
Popatrzyłem na niego z miną "Are you fucking kidding me?".
- Chcę ci tylko uświadomić, że twój dom minęliśmy kilka metrów temu - mruknąłem.
- Ło Jezu!
- Wystarczy Baekhyun - prychnąłem.
- Dobra Baekkie do zobaczenia! - krzyknął i zniknął wraz ze swoim gofrem pośród tłumu.
I tyle widziałem rudzielca...moment, on nawet nie zareagował jak mu przerwałem. To dziad.
Wchodząc do mieszkania o mały włos nie zabiłem Kimi, która ni z tego, ni z owego pojawiła się pod moimi nogami. By zapobiec niepotrzebnej nikomu śmierci kota, sam wyrżnąłem pięknego orła na białych kafelkach.
Syknąłem z bólu przy podnoszeniu się. Zanim ten kot będzie wąchał kwiatki od spodu, to ja przez jego bezmyślne postępowanie wykorkuję. Kiedy to się stanie, ten KAWAII kurdupel będzie bezkarnie załatwiał się na mój grób, by zupełnie dopić biednego Bakusia!
Za dużo czasu z Chanyeol'em, już sam zaczynam zdrabniać swoje imię. Jeszcze dojdzie do tego, ze będę do niego mówił Yeollie. Tragedia...
Na samą myśl się wzdrygnąłem się z obrzydzenia. Podniosłem się z podłogi i ruszyłem do swojego pokoju.
Przebrałem się w luźniejsze ciuchy. W łazience wrzuciłem mundurek do prania
Przed wyjściem do pracy nasypałem jeszcze jeść bestii, wyszedłem z mieszkania i skierowałem się do sklepu z komiksami.

Autor: Lee Satori^^

10.05.2013

HunHan - "Wspomnienia" (to je zajebiste *-*)

Był zimny jesienny dzień. Nie wiem co mnie do tego skłoniło. Chyba ten podły nastrój. Owinięty beżowym szalikiem i w ciepłej kurtce poszedłem na spacer do parku.
Owy park był moim tak zwanym zaciszem. Mogłem tam sobie usiąść, pomyśleć i nikt nie zwracał tam na mnie uwagi. Czułem się wtedy jakbym był niewidzialny, nie istniał . Nie zawadzałem nikomu ani niczemu swoją istotą. A to było mi  potrzebne.
Usiadłem na starej ławce, gdzie widniał jeszcze ważny napis.
Spojrzałem się przed siebie. Niewiele ludzi chodziło po obsypanych liśćmi chodnikami, które przez padające ostatnio ulewne deszcze zrobiły się mokre i ciemne. Było kilka rodzin ze swoimi pociechami oraz uśmiechnięte od ucha do ucha pary. Nagle poczułem jak w oczach zaczęły mi się gromadzić łzy. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Nie chciałem tych łez , ale czy miałem jakiś inny wybór?

Szedłem po zasypanych śniegiem ulicach. Ze słuchawkami w uszach. Kolejny raz w tym tygodniu po kłótni z matką. Zdenerwowany nie zważałem na otaczających mnie, śpieszących się ludzi, których było całkiem sporo jak na tę godzinę. W pewnym momencie poczułem silne szarpnięcie. Obróciłem się wokół własnej osi, a czarne słuchawki wraz z odtwarzaczem wylądowały na ziemi kilka razu odbijając się od skutego lodem chodnika.
- Mógłbyś uważać na to jak łazisz! – krzyknąłem i nie przyglądając się chłopkowi zacząłem zbierać szczątki mp3.
- Prze-przepraszam! Bardzo mi…eh strasznie mi przykro – usłyszałem delikatny, pełen pokory głos.”

Śliczne puszyste blond włosy, sterczące spod zimowej, zielonej czapki z małym pomponem. Grzywka, którą było widać delikatnie opadała na czoło. Wysoki. Posiadający czarne jak smoła oczy, delikatny nosek, bladą cerę z lekko zaróżowionymi policzkami. Ideał jak dla mnie.

„  - Kiedyś Chanyeol przeszedł samego siebie. Ubrał się w sukienkę swojej starszej siostry. Założył buty na obcasach, a na dodatek wraz z resztą chłopków znalazłem mu takie małe, słodkie różowe kokardeczki!

Oboje wybuchliśmy głośnym śmiechem, przy okazji zwracając na siebie uwagę całej kawiarenki.”

Pierwsze Bubble Tea. Stało to się po pierwszym spotkaniu.
W tej niewielkiej kawiarence usłyszał moje historie, a ja jego. Przy okazji poznał moich przyjaciół : Byun Baekhyun’a, Park Chanyeol’a oraz Kim Jongin’a. Do dziś pamiętam ich zdezorientowane miny, po przyjściu do kawiarenki, kiedy zobaczyli mnie i jego przy jednym stoliku.

„ – Luhan.. Proszę zwolnij! – jęknąłem cierpiętniczo.
- No jeszcze chwilę! Już niedaleko! – uśmiechnął się serdecznie i złapał mnie za rękę.
- Jeśli się potem okaże, że musiałem się wspinać tak długo na marne…to ręka, noga, mózg na ścianie jeleniu!
- Poczekaj Ty, ja też kiedyś Ci jakąś ksywkę wymyślę – popatrzył na mnie zza przymrużonych powiek.
Podniosłem ręce w obronnych geście, kiedy nagle chłopak odwrócił się do mnie plecami z lekkim fochem i zaczął z powrotem wchodzić na górkę.
- Xiao Lu – zacząłem – nie denerwuj się już!
Podbiegłem do niego i przytuliłem od tyłu.”

Przez ten spacer do dziś czuję zakwasy. Nie przeczę, nigdy nie miałem jakiejś cudownej kondycji. Jednak opłacało się.
Wielka kwiecista polana. Jedna biała, metalowa ławka, a obok niej altanka z pięknymi jasnoróżowymi kwiatami. Z polany był widok na całą panoramę Seulu.

„ – Everybody pomarańcze wy se chlacie, a ja tańczę! – Chanyeol jak dziki zaczął wywijać na stole w salonie.
- Złaź z tego, bo się zarwie! – panikował Baek.
- Oj! Uciszcie się! To nie Wasze zaręczyny tylko urodziny naszego Lu!
- Nie zwracaj na nich uwagi. To je BaekYeol to zawsze je dzikie - Luhan oparł głowę na moim ramieniu.
- No, ale oni rozpierdzielają Ci urodziny!
- Sehunnie…najważniejsze, że ty tu jesteś. Poza tym tych dwóch idiotów i tak nikt nie powstrzyma, a ja mam przez nich niezły ubaw, bo Yeol tańczy jak pijany bawół na tym stole!”

Tak jak przypuszczał Baekhyun…stolik się rozdupczył, a Luhan tak się śmiał, że znalazł się na podłodze obok Becon’a, którego Yeol uprzednio podniósł. Potem zaś przyszedł Kai. Gdy zobaczył Lu, Becon’a i Yeol’a na podłodze w dodatku mnie z takim wiekim WTF na twarzy sam zaczął się ryć jak głupi.

„ – Weź nie chlap!
- Mówiłem Ci, że bosko tańczysz?
- Tak choć to nieprawda i…przestań chlapać tą wodą z butelki!
- Za gadanie głupot czasem się należy!”

Tańczenie z JongIn’em na sali tanecznej i jak zwykle przypatrujący się nam Luhan. Jego wzrok zawsze sprawiał, że się krępowałem. Według niego, kiedy spuszczałem wzrok z wielkimi, czerwonymi rumieńcami bardzo uroczo wyglądałem.

„ – I co?! I co?! – dopytywał się Lu.
Uśmiechnąłem się szatańsko.
- SĄ RAZEM!!
Luhan zaczął piszczeć, skakać jak jakaś nastolatka z fangirlem, a na dodatek z całej siły mnie przytulił i dalej skakał.
- BaekYeol is real!!”

Wiadomość o naszej kochanej parze idiotów,cymbałów szybko się rozeszła. Byliśmy ostatnio pewni, że między nimi coś iskrzy, a kiedy powiedzieli, że są razem wszyscy byli bardzo szczęśliwi i chcieli jak zwykle urządzić party hard. Kai z BaekYeol’em stworzyli nawet nową parę.

„ – HunHan jest blisko – wyszczerzył się Yeol.
- Że co? – spytaliśmy się z Lu w tym samym momencie odrywając się od picia i jedzenia.
- HUNHAN. Czyli ty – wskazał palecem na Lu. – I ty – kiwnął na mnie.”

Akurat w tym momencie obydwaj musieliśmy pić. Wszystko wylądowało na chłopaku. Oczywiście nie obyło się bez późniejszego opieprzu od niego, bo : „Zawsze za prawdę człowiek musi oberwać charchem w twarz!”
No, ale w gruncie rzeczy ten jego HunHan powstał.

„- Sehun – zaczął poważnie. – Wiem, że po tym co teraz Ci powiem możesz nie chcieć mnie już nigdy wiedzieć na oczy. Nie powiem zraniłoby to mnie, ale jeśli nie będziesz chciał znać takiej osoby jak ja, odejdę.
Zauważyłem w jego oczach zbierające się łzy.
- Lulu co ty… - chciałem coś powiedzieć, lecz on mi przerwał
- Sehun ja…ja jestem idiotą, który kocha swojego najlepszego przyjaciela – wydusił w końcu, a łzy spokojnie spłynęły po jego lekko różowych policzkach.
Siedziałem jak sparaliżowany. Nie miałem pojęcia co zrobić. Jedyne co cisnęło mi się na usta było „Ja Ciebie też”. Starałem się odpowiednio ułożyć i dobrać słowa, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
Luhan siedział spokojnie na ławce oczekując mojej jakiejkolwiek odpowiedzi, a jego łzy znajdowały koniec na zimnym chodniku.
- Ja-a…Ciebie też Xiao Lu – mój uśmiech był w tym momencie całkowicie szczery. Chłopak z niedowierzaniem parzył się w moją stronę.
- Co?
- Kocham Cię Xiao Lu – powtórzyłem.
Teraz to on nie mógł nic wykrztusić. Korzystając z jego nieuwagi, w której to lekko nie kontaktował po prostu go pocałowałem.”

To wspomnienie spowodowało, że inne przychodziły ze zdwojoną prędkością. Nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem płakać. Niczym dziecko siedziałem z podwiniętymi nogami pod samą brodę i po prostu płakałem jak nigdy. Bardziej, niż wtedy gdy byłem poniżany w szkole, bardziej niż po kłótniach z matką, po których wychodziłem cały posiniaczony.

„ – Lulu! Otwórz te drzwi!
- Ne-e
- No, otwórz je!
- Ne-e!
- Dobra, będę spał na tarasie.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Luhan mocno mnie przytulił i wpił się w moje usta.
- Chciałbyś. Tak łatwo się ode mnie nie uwolnisz.”

Jak zwykle zamykał te drzwi, a potem wykorzystywał to do pocałowania mnie. I na dodatek uśmiechnął się w ten charakterystyczny sposób.

„Oplótł nogi wokół mojego pasa, pogłębiając tym samym pocałunek. Nie wiele myśląc położyłem go na łóżko nie rozdzielając naszych ust. Usiadłem na jego brzuchu okrakiem, zdejmując przy okazji jego bluzkę”

Łzy wzmocniły na sile, czułem się jak wrak człowieka. Najgorsza istota…potwór.

„ – Do cholery czy ty nie rozumiesz, że nie musisz się ciągle o mnie martwić?! Sam potrafię o siebie zadbać! Nie potrzebny mi jest cień, który ciągle za mną chodzi!
- Po prostu się o Ciebie martwię! To źle?!
- Może byś przestał! Nie rozumiem powodu, dla którego się o mnie rzekomo „martwisz”?!
- Zawsze się będę o Ciebie martwił! Nie zależnie od sytuacji! Jesteś dla mnie najważniejszy!
- Nie, to nie jest jedyny powód! Jesteś również zazdrosny, choć sam nie wiem o co!
- Ale…Sehun.”

W tamtym momencie wyszedłem. Zatrzasnąłem za sobą drzwi, zachowując się jak ostatni idiota. Nie słuchałem go, jego wyjaśnień… zwyczajnie wyszedłem.
Telefon tamtego wieczoru dzwonił jak wściekły. Wyłączyłem go i poszedłem w stronę mostu.
Siedziałem tam całą noc, powoli rozumiejąc Lu, lecz kiedy wróciłem do domu nie mogłem go już przytulić, przeprosić lub dotknąć go już nie było. Dom był całkowicie pusty.
Włączyłem telefon i pierwsze co zrobiłem zadzwoniłem do Baekhyun’a.
„-Sehun! Jezu… jak dobrze, że dzwonisz! Lu-Luhan o-on nie żyje…wyszedł Cię szukać i samochód g-go potrącił”
Ten tekst ciągle przewijał mi się w pamięci. Nie mogłem go wymazać.
Nie potrafiłem uświadomić sobie, że Luhan nie żyje. Mój kochany Lulu…
Jedna głupia kłótnia… pozostawiająca po nim jedynie zdjęcia, jego rzeczy i ten niesamowity ból.
Łzy, ból, poczucie winy i momenty załamania. Nienawiść do świata, myśli co by to było, gdybym się z nim nie pokłócił, gdyby wszystko było dobrze.
Niestety jego nie ma. Nie mogłem się pożegnać czy choćby powiedzieć jedno zwykłe „Przepraszam” mające tak wielkie znaczenie.
Nie mam ani nie miałem zamiaru popełnienia samobójstwa. Zabić się po to, by już nie cierpieć. Czysty egoizm. Byłoby to cholernie niesprawiedliwe względem Lulu, jak i moich przyjaciół, którzy cierpieliby tak samo jak ja od czasu jego śmierci.
On nie chciałby bym się poddawał.
Jak ja teraz chciałbym mu spojrzeć w oczy. Przyznałbym, że jestem skończonym idiotą i dupkiem, bo naprawdę tak jest.
Spojrzałem w stronę niewielkiego napisy na oparciu ławki. Ważny napis który powstał w dniu, gdy Luhan wyznał mi miłość.
„Sehun…choć jesteś jaki jesteś. Kocham cię najmocniej na świecie ~
                      Twój Luhan ♥"



Autor: Lee Satori - gdybym nie musiałam bym tego nie publikowała...lecz pewne stworzenie zwane Shią, zmusiło mnie do tego. Powiedziała, że ma być wszystko nawet ten napis w tytule "To je zajebiste *-*)

8.05.2013

"My love my pet" prolog

Czekać na dzwonek. Dzwonek zwiastujący koniec lekcji, a zarazem upragnione przez wszystkich wakacje.
Nie słuchałem już nawet słów nauczycielki zapisującej coś na tablicy, tylko patrzyłem pustym wzrokiem w kierunku niewielkiego, plastikowego zegarka wiszącego na białej ścianie centralnie przede mną.
Jeszcze tylko minuta. Sześćdziesiąt sekund siedzenia w tej szarej klasie i słuchania jak przez mgłę nauczycielki.
Moje emocje sięgały już zenitu.No, bo jak długo można czekać na ten dzwonek?!
Jedynie trzydzieści sekund do końca.
Ktoś zamknął zeszyt rozpoczynając w ten sposób falę uderzeń, szurania i zamykanych toreb bądź plecaków. Lekko podniesiony głos nauczycielki, w którym dało się usłyszeć pretensje odbił się od moich uszu. Nic jej marudzenie nie przyniosło.
- Dryyyń!
Wraz z tym dźwiękiem słowa nauczycielki przestały się liczyć, a w głowie zapewne świecił się jak neon wielki napis "WAKACJE". Klasa będąca przed chwilą wypełniona teraz stała się bardzo opustoszała.
Zostałem tylko ja i starsza pani, owa nauczycielka.
Lekkim krokiem wyszedłem z tego ponurego miejsca mówiąc jako jedyny skromne "Do widzenia".

Jaki długi prolog xD
Autor: Lee Satori - Srator 

6.05.2013

"Życie jest niesprawiedliwe" prolog

Nieszczęsny Chanyeol. Przez swoich niezrównowarzonych kolegów został zmuszony do rzeczy, której nie chciał i na pewno zapamięta to na długo.
                                         
                                                               ( Chanyeol *POV* )
- Kai, ty debilu - warknąłem próbując uwolnić się z uchwytu kolegi. - Puść mnie. Ja tego nie zrobię!
- Przegrałeś zakład, musisz - zaśmiał się wymieniony powyżej.

 Ja, Park Chanyeol, grzeczny 22-latek idący właśnie do klubu ze striptizem.
***
    O łaj this fuck. Czemu mam tak bardzo popapranych znajomych?! Przez ten głupi zakład, polegający na wypiciu surowego jajka i nie zwymiotowaniu się po nim, musiałem iść do miejsca, w którym ( jak sobie obiecałem) nigdy nie postawię nawet jednej stopy. Co gorsza zrzygałem się na Sehun'a.
    Czemu nie mam chcęci na latające pomiędzy stolikami pół nagie baby? Prosto i na temat. Jestem gejem. Odkąd pamiętam jestem gejem. I nie chcę tego zmieniać, bo tak mi jest dobrze. Oczywiście nikt nic nie wiedział o moim za interesowaniu seksualnym. Nawet tych dwóch debili, ale oni by się nawet nie domyślili, gdyby na ziemię spadała kometa.
    Wracając do miejsca mojego pobytu... o zgrozo tu jest gorzej niż sobie wyobrażałem. Wielkie pomieszczenie zastawione okrągłymi stołami, przy których stały po cztery krzesła. Dookoła nie chodziły jednak striptiz'erki tylko kleiły się do bogatych pedofili. Nie wiem jak te kobiety mogły się tak zeszmacić. Oczywiście mogły mieć swoje powody do właśnie takiej pracy. Gdybym był kobietą nigdy bym na takie coś nie pozwolił. Okropność.
    Usiadłem przy jednym ze stolików jak najdalej lady bo tam właśnie stała zgraja czyhających na ofiarę tygrysic. Mimo odpowiedniemu dystansu między nimi, a mną nie zadziałała tak jak powinna. Od razu mnie wypatrzyły. Miałem warzenie, że kłócą się obsłużenie swego klienta. Nagle jedna z nich wystąpiła. Wysoka, szczupła sylwetka blond włosej dziewczyny szła w moim kierunku. Była ładna, lecz wyraz jej twarzy jakoś dziwnie wrogi. Wtedy była tuż obok mnie.
- Co złociutki, potrzebujesz towarzystwa - zapytała kuszącym głosem.
- Potrzebuję osoby godnej mojego towarzystwa, a nie ciebie - prychnąłem.
Bardzo lubiłem dogryzać osobom, które od początku mi się nie podobały. To sprawiało taką przyjemność.
- Czy ty słyszysz co ty mówisz - zapytała z jeszcze groźniejszym wyrazem twarzy.
- Nie bo twoja 5-tonowa tapeta mnie zagłusza - tryumfowałem.
- Mogę z ciebie zrobić garstkę pyłu w każdej chwili - warknęła pochylając się nad moją głową.
Czułem jej ochydny oddech. Mieszanka alkoholu i papierosów.
- No jednym chuchnięciem w twarz zabiłabyś na miejscu - zaśmiałem się.
- Tego za wiele - krzyknęłą. - Odbiorę ci dziewictwo!
- Tylko spróbuj...
Kreatura jakby nie usłyszała. Łapczywie złapała mnie za koszulkę i pociągnęła za nią tak jakby zaraz nasze usta miały się złączyć. Bałem się co będzie dalej. Nie liczyłem na nic więcej z jej strony.
Ucieczka nie wchodziła w grę. Nagle zobaczyłem światełko w tunelu:
- Kayah, masz klienta! - usłyszałem delikatny głos zza barku z alkoholem.
- Jestem zajęta! - odkrzyknęła odwracają głowę w stronę barku.
Postać wychyliła się zza blatu. Był to chłopak...co ja mówię?! Anioł wcielony!
Miał ciemno brązowe włosy z jaśniejszymi refleksami. Cudowne czarne oczy podkreślone eyelinerem przez co wyglądał cholernie seksownie. Ubrany był w czarne rurki i luźną białą bluzkę. W pasie zawiązany był równie czarny fartuszek.
Spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się w zniewalający sposób, przez co moje nogi zrobiły się jak z waty. Zapomniałem jak oddychać. Jego głos był dla mnie jak uzależniająca melodia. Chciałem usłyszeć ją jeszcze raz...i tak się stało:
- Płacę Ci, więc się mnie słuchaj - powiedział teraz bardziej władczym głosem. - Pokój numer siedem, teraz!
Jest nadzieja...cóż myślałem, że jest nadziej, lecz tak zwana Kayah mocno przycisnęła swoje wargi do moich. Robiła to tak brutalnie. Po chwili się odczepiła...ulga, obrzydzenie, strach. To czułem po tym bliskim spotkaniu piątego stopnia.
- Jeszcze po Ciebie wrócę - powiedziała blond włosa.
Teraz to się bałem. Mam nadzieję, że trochę zejdzie przy tym "kliencie" i będę miał czas, aby zwiać.
Jednak pewna część mnie chciała zostać z powodu nieznajomego chłopaka. Wcześniej wymieniony właśnie do mnie podchodził. Moje ciało zalał zimny pot. Co mam powiedzieć? Co zrobić? Czy po prostu uciec z miejsca zdarzenia?
Było już za późno. Stał dokładnie przede mną. Na jego plakietce widniał napis "Baekhyun".
Już miałem coś powiedzieć, ale w tym wyręczył mnie Baekhyun.
- Cóż, nie wszyscy reagują tak na najlepszą pracownicę w moim barze - powiedział z chytrym uśmieszkiem.
Parę razy otwierałem buzię, ale za każdą próbą nie udało mi się nic wydusić. Widziałem jak chłopak śmieje się pod nosem.
- Podać coś? - zapytał.
Pokiwałem głową wbijając wzrok w podłogę.
- Co? - powiedział znużonym głosem Baekhyun.
- W-wodę - wyjąkałem.
Chłopak powolnym krokiem podszedł w stronę stoiska z napojami, to był idealny moment na ucieczkę. Jednak zatrzymałem się. Jakaś siła sprawiła, że moim ciałem zawładnęło dziwne uczucie, którego  nie potrafiłem opisać.To wypalało mnie od środka. Co się ze mną dzieje?!
***
Obiekt mojego zainteresowania wrócił ze szklanką wody w niewesołym nastroju.
- Proszę, podać coś jeszczę czy wystawiać już rachunek?
- Rachunek poproszę - powiedziałem jak najbardziej naturalnym głosem na jaki mogłem się zdać.
Dziwne. Ten zwykły chłopak samą swą obecnością sprawia, że nie mogę się ruszyć. Coś mi się wydaję, że nie poprzestanę na jednym spotkaniu z Baekhyun'em...

Autor: Cho Shia - Sryja