24.07.2013

"My love, my pet": Four

Szczerze? Chciałbym się obudzić i mieć taką pewność, że nie muszę się ze wszystkim śpieszyć i do pracy mam dopiero na 16:00. Biorąc pod uwagę to co działo się w ostatnich dniach to mogę sobie jedynie pomarzyć. Tym bardziej, że w lodówce świeci pustkami i miałem nie mały problem wczoraj z wymyślaniem tego co zjeść na kolacje. Ogólnie doszedłem do wniosku, iż podaruję sobie ostatni posiłek w dniu.
Zważając na pustą lodówkę (dosłownie) w ten słoneczny dzionek, musiałem obudzić się znacznie wcześniej, by wyrobić się na czas.
Najpierw zakupy, potem odstawienie ich do domu a następnie praca. Skaczę z radości.
Podniosłem się z ciepłego łóżka, podszedłem do szafy. Chwyciłem za drewniane rączki i otworzyłem mebel.
Co w niej zobaczyłem… pustki. W kącie złożona jakaś bluza, obok niej białe rurki a na wieszakach widniały jedynie garnitur, kilka koszul i kurtki. Trzeba będzie zrobić pranie. Wyjąłem bluzę i po chwili skapnąłem się, że należy ona do Chanyeol’a. Kiedyś zapomniałem mu jej oddać i jak widać nie zrobiłem tego do dzisiaj. Chociaż wyprana nadal pachniała jego charakterystycznymi perfumami. Może Yeol jest jaki jest, ale perfumy ma zajebiste. Wzruszyłem ramionami i sięgnąłem po spodnie. Moje nogi same poprowadziły mnie do łazienki.
Po wykonaniu wszystkich czynności, poszedłem do kuchni skąd zaraz wyszedłem, bo śniadania spodziewać się nie mogłem.
Rozejrzałem się po mieszkaniu, ale nigdzie nie zauważyłem Kimi. Gdzie ten potwór kociego pokroju mógłby się schować? Nagle usłyszałem jedno głośne jeb  o podłogę, koci wkurzony jęk i szorowanie pazurów o panele. Kot jak wystrzelony z procy przebiegł z salonu do mojego pokoju co chwila ślizgając się i nie wyrabiając na zakrętach.
Moja mina przypominała lekkie zdziwienie i zażenowanie.
- Po kimś ty taki głupi, bo nie mam pojęcia.
Tak, owszem Kimi była zabójczym kotem, chcącym się w jakiś sposób na mnie zemścić, lecz jeżeli przychodziło co do czego i dostawała tak zwanych „swoich” dni zachowywała się jak totalny głupol i idiota.
Chwyciłem reklamówki na zakupy i wyszedłem z domu. Zamknąłem drzwi i ruszyłem na zewnątrz.
Rześkie powietrze buchnęło mi w twarz a lekkie słońce nieco oślepiło. Było ciepło, wręcz gorąco a ja ubrany w bluzę i długie spodnie maszerowałem przez zapełnione już ulice.
Najbliższy sklep był pół metra za szkołą. Taaak poranny spacerek.
Muszę przyznać, że moja kondycja nie jest jakaś powalająca. W szkole zazwyczaj unikałem zajęć z wychowania fizycznego czy coś. Największe dystanse jakie pokonywałem to te do szkoły, pracy czy no właśnie sklepu.
Nic na to nie poradzę. Nigdy nie ciągnęło mnie do ćwiczeń, gier w kosza, nogę, siatkę i tym podobne.
Zanim się obejrzałem mijałem już szkolną bramę, którą wraz z Chanyeol’em wychodziłem w dzień zakończenia roku. Mam dziwną ochotę na gofra tak jak wtedy.
                                                                       ♦♦♦
Mijali mnie ludzie, na ulicy przejeżdżały samochody, ja natomiast jak najszybciej chciałem zrobić te przeklęte zakupy i znaleźć się w jakimś klimatyzowanym jako tako pomieszczeniu… z gofrem. Nie ważne czy to praca, czy też dom, ale potrzebuję klimatyzacji. Tak owej niestety w sklepie, do którego zmierzam nie ma.
Po kilkunastu minutach spacer się skończył a ja zmęczony stałem przed sklepem. Wszedłem do budynku i chwyciłem koszyk. Kierunek regały z karmą dla zwierząt, jak nie kupię Kimi jedzenia mogę pożegnać się z życiem.
Po kilku okrążeniach wszystkich półek w sklepie mój koszyk stopniowo został zapełniony. Stałem teraz w dziale z kosmetykami, perfumami i innymi takimi. Przechodziłem największy dylemat jakikolwiek miałem w życiu… jaki eyeliner wybrać?!
Jedna wielka półka i kilkadziesiąt produktów. Eyelinery wszędzie, mój raj na ziemi!
Miałem jednak wrażenie, że osoba stojąca obok cały czas patrzy się na mnie, głównie to na ręce, ale to przecież moje ręce.
Podniosłem wzrok na osobę obok i kompletnie mnie zatkało.
Chanyeol.
- Czyżby moja bluza? – mruknął odwracając wzrok na regał z perfumami, przed którym stał.
Kiwnąłem delikatnie głową z powrotem wracając do wybierania odpowiedniego kosmetyku.
- I co? – spytałem po pewnym czasie.
Spojrzał na mnie nie wiedząc za bardzo o co mi chodzi.
- Poznałeś swoją „wybrankę” serca? – sprostowałem.
Chłopak zawahał się, lecz cicho odpowiedział.
- Tak. Ma na imię Sora. Jest bardzo sympatyczna, zabawna, no i miła.
Upuściłem niewielki eyeliner na sklepowe kafelki.
- Ah… - mruknąłem czując ogromne kłucie w sercu.
Dlaczego? Sam nie wiem. Może boli mnie fakt jak ten idiota zniszczy sobie życie.
Podniosłem przedmiot z podłogi, po czym wrzuciłem go do koszyka.
- Fajnie. Życzę więc dalszych sukcesów – te słowa ledwo co przeszły mi przez gardo, w których czułem jakby ogromną gulę.
Kłucie nie zniknęło, wręcz nabrało na sile.
Odwróciłem się plecami do chłopaka chciałem już odejść, lecz jego głos mnie zatrzymał.
- Baekhyun!
Odwróciłem się w jego stronę mając nadzieję, że się rozmyśli i nic nie powie, bym mógł wrócić już do domu i zapomnieć o tym całym spotkaniu.
- Baekhyunnie… przepraszam za moje zachowanie, wtedy w sklepie. Poniosło mnie, chciałem twojej pomocy, bo jesteś moim najlepszym przyjacielem.
Tak Park Chanyeol rób mi jeszcze większe wyrzuty sumienia.
- Yeol chciałbym porozmawiać, ale śpieszę się do pracy. Na razie! – ruszyłem do kas.
- Ale między nami wszystko okej? Czekaj przecież ty masz do pracy na 16:00  – krzyknął i po chwili szedł ze mną ramię w ramię.
- Ostatnio wszystko się pokomplikowało i muszę pracować za wszystkich – mruknąłem.
- Baekkie?
Fuck!
- Co byś powiedział jakbym zaoferował ci pomoc w sklepie? – spojrzał na mnie.
- Co chcesz w zamian?
Prawda. Przydałaby mi się jakaś pomoc, ale jeśli będę musiał non stop słuchać o tej dziewczynie, to ja dziękuję. Jeszcze kilka dni mnie nie zbawi.
- Nic. Ty będziesz za kasą, a ja będę porządkował na zapleczu.
- Ehh, niech ci będzie.
- Tak! – Chanyeol zaczął skakać z radości.
Wszyscy ludzie odwrócili wzrok w naszym kierunku.
Złapałem chłopaka za ramię i skarciłem wzrokiem.
- Uj.
Przewróciłem oczami i ruszyłem do kasy.
Po zapłaceniu za zakupy Chanyeol kazał mi jeszcze poczekać na siebie. Powiedział też, że odniesie zakupy do domu i będzie mógł nawet zacząć od dziś.

W co ja się wpakowałem.
Autor: Lee Satori - za błędy czy jakiekolwiek pogmatwane zdania przepraszam T^T

14.07.2013

"My love, my pet": Three

Z wielkim bólem głowy podniosłem się z cieplutkiego, wygodnego łóżka.
Noc nieprzespana to inaczej wkurzony Baekhyun. Po co ja całą noc myślałem jak z powrotem udobruchać Chanyeol'a nie wiem. Tak samo solidnie nie mam pojęcia, dlaczego męczą mnie wyrzuty sumienia.
Yeol męczy mnie, ja Hanę, Hana Lay'a on natomiast mojego kota, a ta bestia tak samo jak jej znalazca mnie. Wszyscy męczcie biednego Bakusia, a co tam.
Jestem dręczony przez kota...jak to dziwnie brzmi.
Po drodze do łazienki chwyciłem rurki i jakiś T-shirt.
- Miau! - usłyszałem za plecami.
Odwróciłem się do kota z chęcią mordu w oczach.
- Czego?
Jeszcze raz mruknął i zniknął  w salonie.
- Mam nawiedzonego kota.
W łazience zamknąłem za sobą drzwi, tak na wszelki wypadek jakby Kimi chciała mi coś zrobić...nożem.
Kilka minut później ubrany, wypucowany oraz zwarty do pracy, zawlokłem się do kuchni. Kot siedział na blacie i bawił się szufladą, w której trzymałem...o zgrozo noże!
Z piskiem podbiegłem do niej i zwaliłem z blatu potwora.Chwyciłem miotłę i zacząłem nią wypędzać bestie z czarnego grodu - śmietnika.
Po wygonieniu Kimi zrobiłem sobie chrupki z mlekiem i na stojąco w pośpiechu zabrałem się za jedzenie. Kilka chwil potem pustą miskę "wrzuciłem" do zlewu i wybiegłem z domu prosto do pracy. Na początek wakacji same dobre wiadomości. Nic tylko szczerzyć się jak głupi do sera ze swojego przeogromnego "szczęścia".
Lay pracował zazwyczaj od 08:00 do 12:00, kolejno była Hana do 16:00 a następnie ja do 20:00. Tak się wymienialiśmy, teraz to haruję jak wół od rana do wieczora. Zero wsparcia.

♦♦♦
W sklepie jak przez mgłę wykonywałem wszystkie czynności. Cały czas moją głowę zawracały myśli z Chanyeol'em w roli głównej. Co on teraz robi? Zazwyczaj kiedy się kłóciliśmy, bądź lekko sprzeczaliśmy dzwonił wieczorem. No najpóźniej następnego dnia rano. Może tym razem przesadziłem? Powinienem pomóc mu z tą dziewczyną. On tyle razy pomagał mi...tsa tylko te moje problemy były głównie z jego powodu. Sam mnie w coś w robił a potem nic dziwnego, że pomagał. Musiał.
NIE! Dobrze, że mu nie pomogłem, z drugiej strony jakby sam się przejechał na tym złym wyborze to zrozumiałby, że to była jedna wielka pomyłka. Choć jakby ona mu nie podpadła albo on wielce zaślepiony jej "pięknem" nie zauważył tego to zanim bym się obejrzał braliby ślub, bo ona złapała go na dziecko w dodatku nie jego. Nawet nie dostałbym zaproszenie na to wesele.
Jak już ten wielkolud nie chce mnie znać, to niech przynajmniej zabierze tego kota mi z domu.
- Hejo Baekhyun!
Ocknąłem się z zamyślania i spojrzałem na osobę zbliżającą się.
-Zbawicielu! - krzyknąłem i niemal wyskoczyłem zza lady.
- Co?!
- Laaaay! Wracaj do roboty! Ja się wykończę!
Chłopak jak zwykle późny zapłon.
- Ale co?
- Hana skręciła, więc muszę pracować za wszystkich.
- Niestety Hyunnie, mam jeszcze tydzień wolnego a już powiedziałem rodzicom, że ich odwiedzę.
CZEMU TEN ŚWIAT MNIE TAK NIE LUBI?!
- No wiesz jakbym mógł to wróciłbym, ale sam wiesz jacy są moi rodzice - sprostował widząc moją minę.
Zostaje mi tylko wytrwać jakoś ten tydzień i modlić się, by nic gorszego nie miało miejsca.
Lay został jeszcze chwilę. Nie było klientów, więc mogliśmy spokojnie porozmawiać. Zamówiliśmy pizzę i zjedliśmy ją na zapleczu. Opowiedziałem mu o sprzeczce z Chanyeol'em. Unicorn stwierdził, że w sumie to dobrze, że nie chciałem maczać w tym palców i jeżeli temu wielkoludowi zależy to da sobie radę. Może w ciągu tego tygodnia nie będzie tak źle? Biorąc pod uwagę te zero ludzi na sklepie. Ta Baekhyun pocieszaj się, jutro pewnie będą urodziny jakiegoś bachora i cała ludność wkroczy tu za solenizantem niosącym w ręku kupon, obniżający cenę o połowę każdego komiksu. Ja powiadam tak będzie.
Po godzinie siedzenia z moją osobą Lay wrócił do domu, a ja patrząc na zegarek byłem nawet mile zaskoczony godzina 20:00. Pora wracać do domu i znów zmagać się z bestią. Aż mnie psychika boli.
Zamknąłem sklep i jasnymi ulicami wróciłem do mieszkania.