Paring: Taka x Toru
muzyka
***
Spóźnia się. Godzinę. Jego niepunktualność powoli doprowadzi mnie do szału. Pewnie grzeje jeszcze dupę w mieszkaniu, a ja siedzę na tym cholernie zimnym murku jeszcze w taką beznadziejną pogodę. Obiecuję, tak oberwie, że przez tydzień nie będzie mógł się wysrać.
Toru, mega zakompleksiony, wkurzający i ciapowaty 26-latek. Muzyk, czyli nikt go nie zrozumie, nawet ja. Ja, czyli jego cudowny chłopak. Przy najmniej on tak mówi. Uważam jednak inaczej. Jestem niczym rozwydrzona nastolatka. Zawsze mi coś nie pasuje, a to nie tak a to nie śmak. Toru musi mnie naprawdę kochać. Wytrzymuje moje wszystkie humory, pocieszy... A ja go leje przy pierwszej lepszej okazji.
Mój gniew nieco złagodniał. Wystarczy jeden obraz, wspomnienie tej ukochanej twarzy. Zaraz... Czy teraz on stoi przede mną? Taak... Gniew powrócił.
- No cześć kochanie, przeprasza...- nie zdążył dokończyć, ponieważ zasadziłem mu liścia w lewy policzek - Należało mi się - stwierdził.
- Ta twoja blond łepetyna nie ogarnia zegarka - krzyknąłem.
- Wiem, przepraszam - jęknął. - Musiałem jeszcze zostać na próbie, chłopacy nalegali.
- Foch - powiedziałem.
Wyraz twarzy blondwłosego diametralnie się zmienił.
- Tylko nie foch - powiedział panicznie.
- Fooch - pokiwałem głową.
- No nie - czule pocałował mnie w czoło. - Wiem co na to poradzić.
Uśmiechnąłem się szyderczo:
- Prawy sierpowy w twoją twarz?
Toru zrobił minę na wzór "O_O".
- Nie.
- Szkoda.
Toru zaśmiał się:
- Zabiorę cię w ciekawe miejsce.
Ciekawe miejsce według Toru znaczy niebezpieczne miejsce. Złapał mnie za rękę.
- Daleko to - zapytałem.
- Trochę.
Kurde. Nie to, że zmarzłem to jeszcze maszeruj! Nie ma!
Wskoczyłem chłopakowi na barana. Przez chwilę się zachwiał:
- A co to ma być - zapytał.
- Sam się tak użądliłeś - prychnąłem.
Wtuliłem się bardziej w plecy chłopaka. Biło od niego takie przyjemne ciepło. Westchnąłem:
- No to idziemy księżniczko - zaśmiał się.
***
Gdzie on mnie zaprowadził!? Jakieś odludzie, na środku ruina wielkiego budynku. Wiedziałem, teraz będzie chciał się na mnie zemścić. Szedłem już na własnych nogach i zastanawiałem się czy uciekać, czy zostać. Rozważałem jeszcze jedną dość brutalny plan ucieczki: dobicie Toru zanim on dobije mnie:
- To co? Zostawisz mnie tu na pożarcie dzikim zwierzętom, wrócisz do domu, rozkręcisz impre i będziesz śpiewać: "Niech żyje wolność! Wolność i ... - nagle poczułem coś miękkiego i ciepłego.
Toru wpił się w moje usta i objął w pasie. Zrobiło mi się dziwnie gorąco. Z resztą zawsze tak mam, gdy to robi. Po prostu za każdym razem nie mogę uwierzyć, że wybrał właśnie mnie. Był zawsze tym najpopularniejszym, najlepszym, ja kryłem się w cieniu, a on mnie zauważył. Gdyby nie on, nie wiem co bym zrobił. Tyle mu zawdzięczam, jednak nigdy nie mogę podziękować. Nie przejdzie mi to przez gardło. Może to przez mój charakter. Nie wiem sam. Na pewno wiem jedno. Cholernie go kocham. Nagle Toru powiedział:
- Co ci chodzi po tej małej główce co? - zaśmiał się. - Kocham cię, zrozum.
Pokiwałem głową nie będąc w stanie nic innego zrobić.
- A teraz chodź.
Złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę starego budynku.
- Ej, co ty, c-co. Chcesz tam wejść?! - krzyknąłem.
- Taki miałem plan, wejdziemy na sam dach - uśmiechnął się.
Mnie wcale nie było od śmiechu! Nie to, że wejście do sypiącej się ruiny, to jeszcze spacer po jego dachu. Przyznam się. Mam okropny lęk wysokości i Toru dobrze o tym wie. Tak, chce mnie zabić.
- Nie, nie idę, zostaje. Ty możesz tam sobie podyndać jak takiś odważny - prychnąłem.
Jedyne co usłyszałem to śmiech, a następnie poczułem uścisk w pasie.
- Ty debilu puszczaj mnie!!!
- Tak, tak...
***
Szarpanina na nic się nie zdała. Toru pokonywał kolejne stopnie, aż puścił mnie na twarde podłoże. I mój koszmar się zaczął:
- Zdejmij mnie z tąd - krzyknąłem i jak najmocniej przyczepiłem się do chłopaka.
- Spokojnie - objął mnie. - Po prostu się trzymaj...
Mój oddech uspokoił się. Chciałbym, aby ta chwila trwała wiecznie.
- Taka - szepnął.
- No?-powiedziałem nie podnosząc głowy.
- Spójrz w górę.
Zrobiłem jak kazał, a to co zobaczyłem ogromnie mnie zaskoczyło. Niebo było całe usiane małymi świecącymi punkcikami. Już nawet nie czułem tego na jakiej wysokości byłem. Liczyła się tylko ta chwila...
- Kocham cie, Taka...
- Ja ciebie też...
"Just give me a reason
To keep my heart beating Don’t worry it’s safe right here in my arms As the world falls apart around us All we can do is hold on, hold on"
Autor:Cho Shia
To ja króciutko... To opowiadanie pisałam niecałą godzine, lecz włożyłam w nie swoje serce i ma nadzieję, że wam się spodoba...
PS: Z muzyką owiele lepiej się czyta ;)