Spojrzałem na
swoją zakrwawioną rękę i ślady po cięciu na nadgarstku. Strużki szkarłatnej cieczy znajdowały koniec
dopiero na białych kafelkach w łazience.
Około tygodnia temu Chanyeol poszedł na randkę z tym plastikiem. Teraz są już podejrzewam szczęśliwą parą.
Channie non stop opowiadał mi o tej blond pale. Jaka to ona cudowna, a jakie to
ma poczucie humoru i wszystko najlepsze.
Szkoda tylko, że podczas tego tygodnia ani razu nie spytał co u mnie, bądź jak
się czuję.
Podczas tych siedmiu cholernie długich dni coraz bardziej się w nim
zakochiwałem, wspominając stare dobre czasy.
Wkurza mnie to, że zachowuje się jak jakaś rozpieszczona nastolatka. Gdybym
mógł… gdybym mógł się pogodzić z tym, że ma dziewczynę.
Zaraz. Odpuściłbym przy każdej innej, ale nie takiej, po której od razu widać
co chce zrobić.
Chan będzie cierpiał, a ja nie potrafię nic temu zaradzić. Czegokolwiek bym nie
próbował, on zawsze będzie mnie zbywał. Zawsze kiedy próbuje mu to uświadomić
słyszę tylko: „Baekhyun, daj spokój”.
To chyba boli w tym wszystkim najbardziej.
Kocham go, a on nie chce mi uwierzyć. Mnie, swojemu rzekomo najlepszemu
przyjacielowi.
Podniosłem się ociężale z podłogi i podszedłem do umywalki. Opłukałem sobie
twarz, a potem nadgarstek, który zaraz owinąłem bandażem.
Spojrzałem w lustro, widok mojej twarzy w takim stanie, wcale mnie nie zdziwił.
Kilka nieprzespanych nocy, zero apetytu i ciągłe myślenie o tej jednej sprawie.
Podczas tego tygodnia Hana i Lay zdążyli wrócić do pracy. Kiedy tylko
przekroczyli próg sklepu meldując się do roboty, ja oznajmiłem, że biorę sobie
urlop. Dwutygodniowy. Minął już tydzień, przez który nudziłem się w czterech
ścianach nie utrzymując z nikim kontaktów. Poszedłem do pokoju w końcu się w
coś ubrać. Założyłem czarną bluzę z za długimi rękawami i do tego zwykłe
dżinsowe rurki.
Skierowałem się do kuchni i nastawiłem wodę na herbatę. Tego dnia było
wyjątkowo zimno jak na letnią porę. Słońce przykryte było przez deszczowe
chmury i do tego wiał mocny wiatr. Zaraz
pewnie się rozpada.
Dobrze, że nie muszę zamulać w pracy.
Usiadłem z gorącą herbatą przy stoliku w kuchni.
- Kimi! – krzyknąłem lekko zachrypniętym głosem.
Kot natychmiastowo znalazł się przy mojej nodze, a nawet wskoczył na kolana.
Nie przeczę ostatnio z Kimi dogadywałem się znaczenie lepiej. Jestem niemal
pewny, że to tylko dlatego, że wyczuła mój marny charakter i robi to z czystej
litości. Lepsze to, niż nic w gruncie rzeczy.
- Może to i tylko chwilowe, ale szczerze mogę przyznać, że stałaś się moją
przyjaciółką. Prawda czasami mam ochotę cię udusić, ale ty pewnie masz te same
odczucia patrząc na mnie – mruknąłem i wziąłem łyka herbaty.
Czy mi się wydawało czy Kimi kiwnęła twierdząco głową na moje słowa?
Baekhyun wariujesz.
♦♦♦
Po południu leżałem na kanapie z kotem u boku i oglądałem telewizję. Na dworze strasznie padało i co chwila
zacinało sygnał.
Idiota wychodziłby w taką pogodę z domu.
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Kimi niczym pies obronny znalazła się
natychmiast pod drzwiami i miałem wrażenie, że miała ochotę szczeknąć.
Podniosłem się leniwie z kanapy poprawiając przy okazji sweter. Zasłoniłem
mocniej lewy nadgarstek i poszedłem w stronę drzwi.
Otworzyłem je… no i mam idiotę, który wychodziłby w taką, a nie inną pogodę.
- Cześć Baekhyun!
- Zgłupiałeś do reszty Chanyeol! Chcesz być chory?! – wpuściłem go do środka.
Kot już dawno zwiał pod łóżko. Ostatnio tak jak ja nie przepadał za gośćmi.
- Tak reagujesz kiedy ktoś przychodzi w odwiedziny? – udał obrażonego.
- Zdejmuj kurtkę i wskakuj pod koc, a ja przyniosę kakao – rozkazałem.
Channie mruknął coś jeszcze pod nosem, że zachowuję się jak jego matka i usiadł
na kanapie opatulając się w koc. Po tygodniu pokazał nareszcie, że żyje i
przyszedł do mnie. Mimo to i tak za bardzo nie potrafię się na niego gniewać.
Tym bardziej widząc go zmarzniętego, przemoczonego i całego trzęsącego się.
Kilkanaście minut później dołączyłem do chłopaka z dwoma kubkami gorącego
napoju.
- Dzięki Baekkie – uśmiechnął się w podziękowaniu. – To co oglądamy?
- W tą pogodę raczej nic – spojrzałem przez okno. – A tak w ogóle co tu robisz?
Chłopak wziął łyka i chwilę się zastanowił.
- Po długim czasie niewidzenia cię postanowiłem cię odwiedzić i sprawdzić czy
żyjesz i czy nie nudzisz się na urlopie.
- Mów prawdę. Kombinujesz – stwierdziłem patrząc na niego spod przymrużonych
powiek.
Chłopakowi zrzedła mina, głośno westchnął i spuścił głowę.
- Baekkie, miałeś racje co do Sory…
Wiedziałem, że coś jest nie tak.
- Powiedziała mi w twarz, że mnie zdradziła z kimś znacznie bogatszym i jej się
nie przydam.
Odłożyłem kubek na stolik i przytuliłem chłopaka najmocniej jak potrafiłem.
Chanyeol oparł głowę o moje ramię i odwzajemnił uścisk.
- Yeol może cię to nie pocieszy, ale Sora musiała być wielką idiotką rezygnując
z ciebie, bo lepszego chłopaka nigdzie nie znajdzie – szepnąłem głaszcząc go po
wilgotnych od deszczu plecach.
♦♦♦
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem, ale po obudzeniu było mi strasznie gorąco.
Spojrzałem do tyłu, a tam zobaczyłem śpiącego Yeol’a przytulającego się do
moich pleców.
Chanyeol. Przytula. Mnie.
GORĄCO!
Straciłem równowagę i spadłem jak długi na dywan koło kanapy.
- Co się stało! – przerażony krzyk Chanyeola podejrzewam, że obudził nawet
moich sąsiadów. – Becon czemu leżysz na ziemi.
- A no wiesz. Tak tylko. Dla zabawy spadłem – machnąłem ręką na niego.
Zaraz jednak chłopak postawił mnie na nogi.
- Nic ci nie jest? Ile pokazuje palców?
- Channie, nie spadłem z jakiejś wielkiej wysokości. To tylko kanapa.
- Channie! – zaczął skakać ze szczęścia. – To ty jednak masz serce!
Serio? Czy ja zachowuje się w stosunku do niego jakbym nie miał serca?! Dla
niego chyba jestem najmilszy.
- Choć zjemy śniadanie! – wyszczerzył się i pociągnął mnie za nadgarstek.
Cicho syknąłem z bólu.
Chanyeol spojrzał na mnie zdziwiony. Już chciałem zabrać swoją rękę, ale on
zdążył wzmocnić uścisk i podwinąć mi bluzę.
- Baekhyun co to jest? – spojrzał na mnie poważnie.
- Nieważne – mruknąłem i wbiłem wzrok w podłogę.
- Baekhyun! – krzyknął.
Spojrzałem na niego wystraszony. Nigdy na mnie nie krzyczał.
- Nie twój interes.
- Jesteś moim przyjacielem, więc jest to też mój interes!
- Nagle sobie przypomniałeś, że masz przyjaciela… Nieważne, zostawmy tą sprawę
w spokoju i chodźmy na śniadanie.
- NIE! Nie dam ci spokoju dopóki mi tego nie wyjaśnisz i się nie
usprawiedliwisz! Cięcie się to jest czysta głupota, po co ci to?! – nie dawał
za wygraną.
- Szczerze? Przyszedłeś do mnie tylko, dlatego że dziewczyna cię zostawiła!
Gdyby nie to dalej miałbyś mnie w dupie, zapomniałbyś w ogóle o moim istnieniu!
- Przestań…
- Nie pomyślałeś o tym, by do mnie
zadzwonić, spotkać się czy coś!
Chłopak patrzył na mnie zdziwiony nadal trzymając mój nadgarstek. Wyrwałem się
z jego uścisku, gdyż ręka zaczynała mi już powili drętwieć.
- Ty jako mój przyjaciel, bo tak się nazywasz powinieneś choć trochę być
ciekawy co się u mnie dzieje. Znasz mnie, wiesz że nigdy nie kłamię, więc czemu
tym bardziej miałbym okłamać ciebie w sprawie Sory? Miałeś gdzieś to co o niej mówię. Ignorowałeś
mnie, a potem jak Hana i Lay wrócili do pracy nawet nie zadzwoniłeś jak
zazwyczaj.
Przez niecały miesiąc cały czas musiałem non stop słuchać o dziewczynie, która
może skrzywdzić mojego najlepszego przyjaciela lub co więcej osobę, którą
kocham!
Jakby ręką odjął straciłem ten okropny ciężar, który siedział we mnie. Wszystko
co miałem w sobie właśnie wykrzyczałem mu w twarz i jest mi luźniej. Zanim się
obejrzałem po moich policzkach zaczęły lecieć łzy.
- Baekhyun…
- Daruj sobie.
- Ale…
- Wynoś się z mojego domu! – krzyknąłem i wskazałem na korytarz.
Chłopak ze smutkiem i poczuciem winy malowanym na twarzy poszedł w kierunku
drzwi. Usłyszałem jeszcze tylko ciche, ale pełne bólu „przepraszam” i trzask
zamykanych drzwi.
Przez nasilający się płacz z trudem mogłem złapać powietrze. Łzy spływały po
moich bladych policzkach i wsiąkały zaraz w kołnierz bluzy.
Nie chciałem go tak potraktować. Wszystko co we mnie siedziało… tak po prostu.
Kimi stanęła obok mnie i przytuliła się do mojej nogi.
- Jestem idiotą. Mogłem powiedzieć mu to delikatniej, albo nie wywalać go od
razu z domu.
Autor: Lee Satori - Chwila prawdy. Jeszcze tylko rozdział + epilog T^T