Był
zimny jesienny dzień. Nie wiem co mnie do tego skłoniło. Chyba ten podły
nastrój. Owinięty beżowym szalikiem i w ciepłej kurtce poszedłem na spacer do
parku.
Owy park był moim tak zwanym zaciszem. Mogłem tam sobie usiąść, pomyśleć i nikt nie zwracał tam na mnie uwagi. Czułem się wtedy jakbym był niewidzialny, nie istniał . Nie zawadzałem nikomu ani niczemu swoją istotą. A to było mi potrzebne.
Usiadłem na starej ławce, gdzie widniał jeszcze ważny napis.
Spojrzałem się przed siebie. Niewiele ludzi chodziło po obsypanych liśćmi chodnikami, które przez padające ostatnio ulewne deszcze zrobiły się mokre i ciemne. Było kilka rodzin ze swoimi pociechami oraz uśmiechnięte od ucha do ucha pary. Nagle poczułem jak w oczach zaczęły mi się gromadzić łzy. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Nie chciałem tych łez , ale czy miałem jakiś inny wybór?
Owy park był moim tak zwanym zaciszem. Mogłem tam sobie usiąść, pomyśleć i nikt nie zwracał tam na mnie uwagi. Czułem się wtedy jakbym był niewidzialny, nie istniał . Nie zawadzałem nikomu ani niczemu swoją istotą. A to było mi potrzebne.
Usiadłem na starej ławce, gdzie widniał jeszcze ważny napis.
Spojrzałem się przed siebie. Niewiele ludzi chodziło po obsypanych liśćmi chodnikami, które przez padające ostatnio ulewne deszcze zrobiły się mokre i ciemne. Było kilka rodzin ze swoimi pociechami oraz uśmiechnięte od ucha do ucha pary. Nagle poczułem jak w oczach zaczęły mi się gromadzić łzy. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Nie chciałem tych łez , ale czy miałem jakiś inny wybór?
„
Szedłem po zasypanych śniegiem
ulicach. Ze słuchawkami w uszach. Kolejny raz w tym tygodniu po kłótni z matką.
Zdenerwowany nie zważałem na otaczających mnie, śpieszących się ludzi, których
było całkiem sporo jak na tę godzinę. W pewnym momencie poczułem silne szarpnięcie.
Obróciłem się wokół własnej osi, a czarne słuchawki wraz z odtwarzaczem
wylądowały na ziemi kilka razu odbijając się od skutego lodem chodnika.
- Mógłbyś uważać na to jak łazisz! – krzyknąłem i nie przyglądając się chłopkowi zacząłem zbierać szczątki mp3.
- Prze-przepraszam! Bardzo mi…eh strasznie mi przykro – usłyszałem delikatny, pełen pokory głos.”
- Mógłbyś uważać na to jak łazisz! – krzyknąłem i nie przyglądając się chłopkowi zacząłem zbierać szczątki mp3.
- Prze-przepraszam! Bardzo mi…eh strasznie mi przykro – usłyszałem delikatny, pełen pokory głos.”
Śliczne
puszyste blond włosy, sterczące spod zimowej, zielonej czapki z małym pomponem.
Grzywka, którą było widać delikatnie opadała na czoło. Wysoki. Posiadający
czarne jak smoła oczy, delikatny nosek, bladą cerę z lekko zaróżowionymi
policzkami. Ideał jak dla mnie.
„ - Kiedyś Chanyeol przeszedł samego siebie.
Ubrał się w sukienkę swojej starszej siostry. Założył buty na obcasach, a na
dodatek wraz z resztą chłopków znalazłem mu takie małe, słodkie różowe
kokardeczki!
Oboje wybuchliśmy głośnym śmiechem, przy okazji zwracając na siebie uwagę całej
kawiarenki.”
Pierwsze
Bubble Tea. Stało to się po pierwszym spotkaniu.
W tej niewielkiej kawiarence usłyszał moje historie, a ja jego. Przy okazji poznał moich przyjaciół : Byun Baekhyun’a, Park Chanyeol’a oraz Kim Jongin’a. Do dziś pamiętam ich zdezorientowane miny, po przyjściu do kawiarenki, kiedy zobaczyli mnie i jego przy jednym stoliku.
W tej niewielkiej kawiarence usłyszał moje historie, a ja jego. Przy okazji poznał moich przyjaciół : Byun Baekhyun’a, Park Chanyeol’a oraz Kim Jongin’a. Do dziś pamiętam ich zdezorientowane miny, po przyjściu do kawiarenki, kiedy zobaczyli mnie i jego przy jednym stoliku.
„
– Luhan.. Proszę zwolnij! – jęknąłem cierpiętniczo.
- No jeszcze chwilę! Już niedaleko! – uśmiechnął się serdecznie i złapał mnie za rękę.
- Jeśli się potem okaże, że musiałem się wspinać tak długo na marne…to ręka, noga, mózg na ścianie jeleniu!
- Poczekaj Ty, ja też kiedyś Ci jakąś ksywkę wymyślę – popatrzył na mnie zza przymrużonych powiek.
Podniosłem ręce w obronnych geście, kiedy nagle chłopak odwrócił się do mnie plecami z lekkim fochem i zaczął z powrotem wchodzić na górkę.
- Xiao Lu – zacząłem – nie denerwuj się już!
Podbiegłem do niego i przytuliłem od tyłu.”
- No jeszcze chwilę! Już niedaleko! – uśmiechnął się serdecznie i złapał mnie za rękę.
- Jeśli się potem okaże, że musiałem się wspinać tak długo na marne…to ręka, noga, mózg na ścianie jeleniu!
- Poczekaj Ty, ja też kiedyś Ci jakąś ksywkę wymyślę – popatrzył na mnie zza przymrużonych powiek.
Podniosłem ręce w obronnych geście, kiedy nagle chłopak odwrócił się do mnie plecami z lekkim fochem i zaczął z powrotem wchodzić na górkę.
- Xiao Lu – zacząłem – nie denerwuj się już!
Podbiegłem do niego i przytuliłem od tyłu.”
Przez
ten spacer do dziś czuję zakwasy. Nie przeczę, nigdy nie miałem jakiejś
cudownej kondycji. Jednak opłacało się.
Wielka kwiecista polana. Jedna biała, metalowa ławka, a obok niej altanka z pięknymi jasnoróżowymi kwiatami. Z polany był widok na całą panoramę Seulu.
Wielka kwiecista polana. Jedna biała, metalowa ławka, a obok niej altanka z pięknymi jasnoróżowymi kwiatami. Z polany był widok na całą panoramę Seulu.
„ – Everybody pomarańcze wy se chlacie, a ja tańczę! – Chanyeol jak dziki zaczął wywijać na stole w salonie.
- Złaź z tego, bo się zarwie! – panikował Baek.
- Oj! Uciszcie się! To nie Wasze zaręczyny tylko urodziny naszego Lu!
- Nie zwracaj na nich uwagi. To je BaekYeol to zawsze je dzikie - Luhan oparł głowę na moim ramieniu.
- No, ale oni rozpierdzielają Ci urodziny!
- Sehunnie…najważniejsze, że ty tu jesteś. Poza tym tych dwóch idiotów i tak nikt nie powstrzyma, a ja mam przez nich niezły ubaw, bo Yeol tańczy jak pijany bawół na tym stole!”
Tak
jak przypuszczał Baekhyun…stolik się rozdupczył, a Luhan tak się śmiał, że
znalazł się na podłodze obok Becon’a, którego Yeol uprzednio podniósł. Potem
zaś przyszedł Kai. Gdy zobaczył Lu, Becon’a i Yeol’a na podłodze w dodatku mnie
z takim wiekim WTF na twarzy sam zaczął się ryć jak głupi.
„
– Weź nie chlap!
- Mówiłem Ci, że bosko tańczysz?
- Tak choć to nieprawda i…przestań chlapać tą wodą z butelki!
- Za gadanie głupot czasem się należy!”
- Mówiłem Ci, że bosko tańczysz?
- Tak choć to nieprawda i…przestań chlapać tą wodą z butelki!
- Za gadanie głupot czasem się należy!”
Tańczenie
z JongIn’em na sali tanecznej i jak zwykle przypatrujący się nam Luhan. Jego
wzrok zawsze sprawiał, że się krępowałem. Według niego, kiedy spuszczałem wzrok
z wielkimi, czerwonymi rumieńcami bardzo uroczo wyglądałem.
„
– I co?! I co?! – dopytywał się Lu.
Uśmiechnąłem się szatańsko.
- SĄ RAZEM!!
Luhan zaczął piszczeć, skakać jak jakaś nastolatka z fangirlem, a na dodatek z całej siły mnie przytulił i dalej skakał.
- BaekYeol is real!!”
Uśmiechnąłem się szatańsko.
- SĄ RAZEM!!
Luhan zaczął piszczeć, skakać jak jakaś nastolatka z fangirlem, a na dodatek z całej siły mnie przytulił i dalej skakał.
- BaekYeol is real!!”
Wiadomość
o naszej kochanej parze idiotów,cymbałów szybko się rozeszła. Byliśmy ostatnio
pewni, że między nimi coś iskrzy, a kiedy powiedzieli, że są razem wszyscy byli
bardzo szczęśliwi i chcieli jak zwykle urządzić party hard. Kai z BaekYeol’em
stworzyli nawet nową parę.
„
– HunHan jest blisko – wyszczerzył się Yeol.
- Że co? – spytaliśmy się z Lu w tym samym momencie odrywając się od picia i jedzenia.
- HUNHAN. Czyli ty – wskazał palecem na Lu. – I ty – kiwnął na mnie.”
- Że co? – spytaliśmy się z Lu w tym samym momencie odrywając się od picia i jedzenia.
- HUNHAN. Czyli ty – wskazał palecem na Lu. – I ty – kiwnął na mnie.”
Akurat
w tym momencie obydwaj musieliśmy pić. Wszystko wylądowało na chłopaku.
Oczywiście nie obyło się bez późniejszego opieprzu od niego, bo : „Zawsze za
prawdę człowiek musi oberwać charchem w twarz!”
No, ale w gruncie rzeczy ten jego HunHan powstał.
No, ale w gruncie rzeczy ten jego HunHan powstał.
„-
Sehun – zaczął poważnie. – Wiem, że po tym co teraz Ci powiem możesz nie chcieć
mnie już nigdy wiedzieć na oczy. Nie powiem zraniłoby to mnie, ale jeśli nie
będziesz chciał znać takiej osoby jak ja, odejdę.
Zauważyłem w jego oczach zbierające się łzy.
- Lulu co ty… - chciałem coś powiedzieć, lecz on mi przerwał
- Sehun ja…ja jestem idiotą, który kocha swojego najlepszego przyjaciela – wydusił w końcu, a łzy spokojnie spłynęły po jego lekko różowych policzkach.
Siedziałem jak sparaliżowany. Nie miałem pojęcia co zrobić. Jedyne co cisnęło mi się na usta było „Ja Ciebie też”. Starałem się odpowiednio ułożyć i dobrać słowa, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
Luhan siedział spokojnie na ławce oczekując mojej jakiejkolwiek odpowiedzi, a jego łzy znajdowały koniec na zimnym chodniku.
- Ja-a…Ciebie też Xiao Lu – mój uśmiech był w tym momencie całkowicie szczery. Chłopak z niedowierzaniem parzył się w moją stronę.
- Co?
- Kocham Cię Xiao Lu – powtórzyłem.
Teraz to on nie mógł nic wykrztusić. Korzystając z jego nieuwagi, w której to lekko nie kontaktował po prostu go pocałowałem.”
Zauważyłem w jego oczach zbierające się łzy.
- Lulu co ty… - chciałem coś powiedzieć, lecz on mi przerwał
- Sehun ja…ja jestem idiotą, który kocha swojego najlepszego przyjaciela – wydusił w końcu, a łzy spokojnie spłynęły po jego lekko różowych policzkach.
Siedziałem jak sparaliżowany. Nie miałem pojęcia co zrobić. Jedyne co cisnęło mi się na usta było „Ja Ciebie też”. Starałem się odpowiednio ułożyć i dobrać słowa, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
Luhan siedział spokojnie na ławce oczekując mojej jakiejkolwiek odpowiedzi, a jego łzy znajdowały koniec na zimnym chodniku.
- Ja-a…Ciebie też Xiao Lu – mój uśmiech był w tym momencie całkowicie szczery. Chłopak z niedowierzaniem parzył się w moją stronę.
- Co?
- Kocham Cię Xiao Lu – powtórzyłem.
Teraz to on nie mógł nic wykrztusić. Korzystając z jego nieuwagi, w której to lekko nie kontaktował po prostu go pocałowałem.”
To
wspomnienie spowodowało, że inne przychodziły ze zdwojoną prędkością. Nawet nie
zauważyłem kiedy zacząłem płakać. Niczym dziecko siedziałem z podwiniętymi
nogami pod samą brodę i po prostu płakałem jak nigdy. Bardziej, niż wtedy gdy
byłem poniżany w szkole, bardziej niż po kłótniach z matką, po których
wychodziłem cały posiniaczony.
„
– Lulu! Otwórz te drzwi!
- Ne-e
- No, otwórz je!
- Ne-e!
- Dobra, będę spał na tarasie.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Luhan mocno mnie przytulił i wpił się w moje usta.
- Chciałbyś. Tak łatwo się ode mnie nie uwolnisz.”
- Ne-e
- No, otwórz je!
- Ne-e!
- Dobra, będę spał na tarasie.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Luhan mocno mnie przytulił i wpił się w moje usta.
- Chciałbyś. Tak łatwo się ode mnie nie uwolnisz.”
Jak
zwykle zamykał te drzwi, a potem wykorzystywał to do pocałowania mnie. I na
dodatek uśmiechnął się w ten charakterystyczny sposób.
„Oplótł
nogi wokół mojego pasa, pogłębiając tym samym pocałunek. Nie wiele myśląc
położyłem go na łóżko nie rozdzielając naszych ust. Usiadłem na jego brzuchu
okrakiem, zdejmując przy okazji jego bluzkę”
Łzy
wzmocniły na sile, czułem się jak wrak człowieka. Najgorsza istota…potwór.
„
– Do cholery czy ty nie rozumiesz, że nie musisz się ciągle o mnie martwić?!
Sam potrafię o siebie zadbać! Nie potrzebny mi jest cień, który ciągle za mną
chodzi!
- Po prostu się o Ciebie martwię! To źle?!
- Może byś przestał! Nie rozumiem powodu, dla którego się o mnie rzekomo „martwisz”?!
- Zawsze się będę o Ciebie martwił! Nie zależnie od sytuacji! Jesteś dla mnie najważniejszy!
- Nie, to nie jest jedyny powód! Jesteś również zazdrosny, choć sam nie wiem o co!
- Ale…Sehun.”
- Po prostu się o Ciebie martwię! To źle?!
- Może byś przestał! Nie rozumiem powodu, dla którego się o mnie rzekomo „martwisz”?!
- Zawsze się będę o Ciebie martwił! Nie zależnie od sytuacji! Jesteś dla mnie najważniejszy!
- Nie, to nie jest jedyny powód! Jesteś również zazdrosny, choć sam nie wiem o co!
- Ale…Sehun.”
W
tamtym momencie wyszedłem. Zatrzasnąłem za sobą drzwi, zachowując się jak
ostatni idiota. Nie słuchałem go, jego wyjaśnień… zwyczajnie wyszedłem.
Telefon tamtego wieczoru dzwonił jak wściekły. Wyłączyłem go i poszedłem w stronę mostu.
Siedziałem tam całą noc, powoli rozumiejąc Lu, lecz kiedy wróciłem do domu nie mogłem go już przytulić, przeprosić lub dotknąć go już nie było. Dom był całkowicie pusty.
Włączyłem telefon i pierwsze co zrobiłem zadzwoniłem do Baekhyun’a.
„-Sehun! Jezu… jak dobrze, że dzwonisz! Lu-Luhan o-on nie żyje…wyszedł Cię szukać i samochód g-go potrącił”
Ten tekst ciągle przewijał mi się w pamięci. Nie mogłem go wymazać.
Nie potrafiłem uświadomić sobie, że Luhan nie żyje. Mój kochany Lulu…
Jedna głupia kłótnia… pozostawiająca po nim jedynie zdjęcia, jego rzeczy i ten niesamowity ból.
Łzy, ból, poczucie winy i momenty załamania. Nienawiść do świata, myśli co by to było, gdybym się z nim nie pokłócił, gdyby wszystko było dobrze.
Niestety jego nie ma. Nie mogłem się pożegnać czy choćby powiedzieć jedno zwykłe „Przepraszam” mające tak wielkie znaczenie.
Nie mam ani nie miałem zamiaru popełnienia samobójstwa. Zabić się po to, by już nie cierpieć. Czysty egoizm. Byłoby to cholernie niesprawiedliwe względem Lulu, jak i moich przyjaciół, którzy cierpieliby tak samo jak ja od czasu jego śmierci. On nie chciałby bym się poddawał.
Jak ja teraz chciałbym mu spojrzeć w oczy. Przyznałbym, że jestem skończonym idiotą i dupkiem, bo naprawdę tak jest.
Spojrzałem w stronę niewielkiego napisy na oparciu ławki. Ważny napis który powstał w dniu, gdy Luhan wyznał mi miłość.
Telefon tamtego wieczoru dzwonił jak wściekły. Wyłączyłem go i poszedłem w stronę mostu.
Siedziałem tam całą noc, powoli rozumiejąc Lu, lecz kiedy wróciłem do domu nie mogłem go już przytulić, przeprosić lub dotknąć go już nie było. Dom był całkowicie pusty.
Włączyłem telefon i pierwsze co zrobiłem zadzwoniłem do Baekhyun’a.
„-Sehun! Jezu… jak dobrze, że dzwonisz! Lu-Luhan o-on nie żyje…wyszedł Cię szukać i samochód g-go potrącił”
Ten tekst ciągle przewijał mi się w pamięci. Nie mogłem go wymazać.
Nie potrafiłem uświadomić sobie, że Luhan nie żyje. Mój kochany Lulu…
Jedna głupia kłótnia… pozostawiająca po nim jedynie zdjęcia, jego rzeczy i ten niesamowity ból.
Łzy, ból, poczucie winy i momenty załamania. Nienawiść do świata, myśli co by to było, gdybym się z nim nie pokłócił, gdyby wszystko było dobrze.
Niestety jego nie ma. Nie mogłem się pożegnać czy choćby powiedzieć jedno zwykłe „Przepraszam” mające tak wielkie znaczenie.
Nie mam ani nie miałem zamiaru popełnienia samobójstwa. Zabić się po to, by już nie cierpieć. Czysty egoizm. Byłoby to cholernie niesprawiedliwe względem Lulu, jak i moich przyjaciół, którzy cierpieliby tak samo jak ja od czasu jego śmierci. On nie chciałby bym się poddawał.
Jak ja teraz chciałbym mu spojrzeć w oczy. Przyznałbym, że jestem skończonym idiotą i dupkiem, bo naprawdę tak jest.
Spojrzałem w stronę niewielkiego napisy na oparciu ławki. Ważny napis który powstał w dniu, gdy Luhan wyznał mi miłość.
„Sehun…choć
jesteś jaki jesteś. Kocham cię najmocniej na świecie ~
Twój Luhan ♥"
Twój Luhan ♥"
Autor: Lee Satori - gdybym nie musiałam bym tego nie publikowała...lecz pewne stworzenie zwane Shią, zmusiło mnie do tego. Powiedziała, że ma być wszystko nawet ten napis w tytule "To je zajebiste *-*)

Nie z tej ziemi ♥. ♥ Zakochałam się w tym opowiadaniu :D Talent jest nie zaprzecze ^.^ Oby tak dalej.! Weny.! :D
OdpowiedzUsuń