10.06.2013

"My love my pet" : Two

W sklepie nie było dużo klientów. Od czasu do czasu przychodził ktoś komu ciągle musiałem doradzać. Po prostu nie wiedział po co przyszedł. Mały ruch to pojęcie względne. Czasem w ciągu pięciu minut potrafi stworzyć się nie mała kolejka. Znudzony obserwowałem klientów.
Nagle drzwi się otworzyły.a do sklepu weszła dziewczyna...chyba. Włosy długie, jasne zapewne doczepiane sięgały jej do pasa. Oczojebny stanik, który było widać przez nie lepszą, rażącą bluzkę. Krótka dżinsowa spódniczka. Podkolanówki z kokardkami. I o zgrozo równie oczojebne tenisówki...różowe. W skrócie mówiąc do sklepu wtargnęła żarówka z nie mała tapetą. Podeszła do lady i położyła palec na mojej klatce. Jechała nim coraz niżej, aż dotarła do brzucha. Strąciłem jej rękę i wróciłem do rozkładania nowy komiksów na półki. Niestety  ta poczwara się mnie uczepiła i chodziła mi non stop za plecami. Cały czas wzdychała, coś szeptała, a ja przez tą bestię miałem mdłości.
- Jak się nazywasz?  - mruknęła mi do ucha.
Zajebiście. Nie dość, że nachalna to jeszcze pustak nie potrafiący czytać.
- Baekhyun - prychnąłem i wróciłem za ladę.
Dziewczyna podbiegła i oparła się o nią. Ponownie zaczęła jeździć palcem po klatce. Jej hobby czy co?
Przysięgam spalę ją żywcem. Uśmiechnąłem się na tę myśl po nosem.
Mimo mojej niechęci do niej i odczuć mordu, które jakoś nie chciały znikać, lecz mogę żec iż wzrastał z każdym momentem postanowiłem...nie chętnie ignorować ją.
Neon prychnął coś pod nosem i zarzucając swoimi doczepionymi kłakami do tyłu, wyszła ze sklepu.
Jaki foch.
Spojrzałem na zegarek. Jeszcze tylko dwie godziny.
Nagle drzwi się otworzyły, a do środka jak burza, tym razem wbiegł zdyszany Chanyeol. Wyciągnął mnie biednego zza lady i zaczął przytulać.
- O co chodzi? - próbowałem wydostać się z jego żelaznego uścisku.
Niestety bez efektów.
- Nie uwierzysz! - krzyknął i łapiąc za ramiona odsunął się ode mnie.
Miał oczy jak pięć złotych, wyszczerz na pół twarzy, a ja wielki nie ogar.
- Co się stało?! - krzyknąłem znowu.
- Znalazłem miłość swojego życia!
Moje oczy ze zdziwienia stały się jeszcze większe.
- Że kogo niby?!
- Widziałeś tą blondynkę?
- O kuwa - mruknąłem pod nosem mając nadzieję, że mnie nie usłyszał
- To ona - uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Natomiast ja nie rozumiałem jak komuś może się podobać taka lafirynda. Żadnemu normalnemu, ale to przecież jest Chayeol, on lubi takie wybryki natury. Świat jest niezrozumiały. Co tu robić? Co tu robić?
- Becon!
Po mnie.
- Pomóż mi ją zdobyć! - stanął przede mną z psimi oczami.
- Nie.
- Ale czemu?!
- Dla twojego dobra palancie. Taka dziewoja nie wygląda na kogoś, a ja wiem...wiernego? Który nie myśli tylko o wyglądzie i pieniądzach - mruknąłem  wróciłem do obsługiwania klientów.
Nie ma człowieka chwilę,a kolejka długa jak cholera.
- No Baekhyun!
- Nie teraz, mam dużo pracy - prychnąłem.
 - Ja ci tyle razy pomagałem, coś mi się należy! - podbiegł do lady.
- Nie będę ci pomagał z tym czymś. Robię to dla twojego dobra! - mówiłem już lekko podniesionym głosem.
Chłopak popatrzył na mnie z niemałym zdziwieniem oraz lekko mieszanymi uczuciami. Coś pomiędzy wyrzuceniem jego ulubionej czapki,a zabiciem mu domu deskami.
- Wiesz ty co?
Po raz kolejny tego dnia dla ocalenia własnych czterech liter wolałem ignorować zagrożenie.
- Pomagałem ci niezależnie od sytuacji. Nawet jak miałem złe przeczucia lub wolałem żebyś czegoś nie robił, ale mimo wszystko byłem przy tobie. Ty natomiast nie chcesz pomóc mi nawet przy dziewczynie - usłyszałem jego głęboki, pełen wyrzutów głos.
Następnie kroki i głośnie trzaśnięcie drzwiami.
Ile jeszcze nieszczęść przydarzy mi się tego dnia...
- Aaaa! Ło kuźwa! - usłyszałem krzyk na zapleczu.
- Przepraszam pana na chwilę, zaraz wrócę - mruknąłem i ruszyłem jak najszybciej w stronę krzyku.
Na miejscu zauważyłem Hanę leżącą na podłodze, a wokół niej stertę...komiksów? Podbiegłem do koleżanki z pracy próbując przy okazji przywrócić ją do stanu używalności.
- Czy ja widzę jednorożce? - mruknęła nie kontaktując i złapała się za głowę.
- Gorzej niż myślałam... - szepnąłem, po czym dodałem głośniej, by tym razem usłyszała - Lay wziął urlop! A teraz wstawaj!
Hana popatrzyła się na mnie jak na psychopatę.
- Baekhyun...napierdziela mnie kostka i głowa jednocześnie,a ty mi mówisz wstawaj.
Uj racja, brak wyczucia.
♦♦♦
Po zamknięciu sklepu, trochę wcześniej niż zazwyczaj, pojechałem z brunetką, taksówką do szpitala. Z tamtąd okazało się, że dziewczyna ma skręconą kostkę. Co z tym idzie ma zwolnienie z pracy, a ja muszę harować dwie osoby dodatkowo. Lay zawsze bierze ten urlop w nieodpowiednich momentach. A podobno tylko piątek trzynastego jest pechowy.
Zmęczony pomogłem połamanej wejść do taksówki...znowu, a sam doginałem do domu piechotą. Jakby mnie kto teraz napadł było by już zupełnie świetnie.
Mając w głowie stertę pesymistycznych myśli wróciłem dumny z siebie do mieszkania.

Autor: Lee Satori ^^

2 komentarze:

  1. Czytam czytam i czekam na więcej :D Weny.!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pochłaniam jeden rozdział za drugim i nie mogę przestać ;D.
    Czyżby nasz Chanyeol zakochał się w małej lafiryndzie xD

    OdpowiedzUsuń