Szczerze? Chciałbym się obudzić i mieć
taką pewność, że nie muszę się ze wszystkim śpieszyć i do pracy mam dopiero na
16:00. Biorąc pod uwagę to co działo się w ostatnich dniach to mogę sobie
jedynie pomarzyć. Tym bardziej, że w lodówce świeci pustkami i miałem nie mały
problem wczoraj z wymyślaniem tego co zjeść na kolacje. Ogólnie doszedłem do
wniosku, iż podaruję sobie ostatni posiłek w dniu.
Zważając na pustą lodówkę (dosłownie) w ten słoneczny dzionek, musiałem obudzić się znacznie wcześniej, by wyrobić się na czas.
Najpierw zakupy, potem odstawienie ich do domu a następnie praca. Skaczę z radości.
Podniosłem się z ciepłego łóżka, podszedłem do szafy. Chwyciłem za drewniane rączki i otworzyłem mebel.
Co w niej zobaczyłem… pustki. W kącie złożona jakaś bluza, obok niej białe rurki a na wieszakach widniały jedynie garnitur, kilka koszul i kurtki. Trzeba będzie zrobić pranie. Wyjąłem bluzę i po chwili skapnąłem się, że należy ona do Chanyeol’a. Kiedyś zapomniałem mu jej oddać i jak widać nie zrobiłem tego do dzisiaj. Chociaż wyprana nadal pachniała jego charakterystycznymi perfumami. Może Yeol jest jaki jest, ale perfumy ma zajebiste. Wzruszyłem ramionami i sięgnąłem po spodnie. Moje nogi same poprowadziły mnie do łazienki.
Po wykonaniu wszystkich czynności, poszedłem do kuchni skąd zaraz wyszedłem, bo śniadania spodziewać się nie mogłem.
Rozejrzałem się po mieszkaniu, ale nigdzie nie zauważyłem Kimi. Gdzie ten potwór kociego pokroju mógłby się schować? Nagle usłyszałem jedno głośne jeb o podłogę, koci wkurzony jęk i szorowanie pazurów o panele. Kot jak wystrzelony z procy przebiegł z salonu do mojego pokoju co chwila ślizgając się i nie wyrabiając na zakrętach.
Moja mina przypominała lekkie zdziwienie i zażenowanie.
- Po kimś ty taki głupi, bo nie mam pojęcia.
Tak, owszem Kimi była zabójczym kotem, chcącym się w jakiś sposób na mnie zemścić, lecz jeżeli przychodziło co do czego i dostawała tak zwanych „swoich” dni zachowywała się jak totalny głupol i idiota.
Chwyciłem reklamówki na zakupy i wyszedłem z domu. Zamknąłem drzwi i ruszyłem na zewnątrz.
Rześkie powietrze buchnęło mi w twarz a lekkie słońce nieco oślepiło. Było ciepło, wręcz gorąco a ja ubrany w bluzę i długie spodnie maszerowałem przez zapełnione już ulice.
Najbliższy sklep był pół metra za szkołą. Taaak poranny spacerek.
Muszę przyznać, że moja kondycja nie jest jakaś powalająca. W szkole zazwyczaj unikałem zajęć z wychowania fizycznego czy coś. Największe dystanse jakie pokonywałem to te do szkoły, pracy czy no właśnie sklepu.
Nic na to nie poradzę. Nigdy nie ciągnęło mnie do ćwiczeń, gier w kosza, nogę, siatkę i tym podobne.
Zanim się obejrzałem mijałem już szkolną bramę, którą wraz z Chanyeol’em wychodziłem w dzień zakończenia roku. Mam dziwną ochotę na gofra tak jak wtedy.
Zważając na pustą lodówkę (dosłownie) w ten słoneczny dzionek, musiałem obudzić się znacznie wcześniej, by wyrobić się na czas.
Najpierw zakupy, potem odstawienie ich do domu a następnie praca. Skaczę z radości.
Podniosłem się z ciepłego łóżka, podszedłem do szafy. Chwyciłem za drewniane rączki i otworzyłem mebel.
Co w niej zobaczyłem… pustki. W kącie złożona jakaś bluza, obok niej białe rurki a na wieszakach widniały jedynie garnitur, kilka koszul i kurtki. Trzeba będzie zrobić pranie. Wyjąłem bluzę i po chwili skapnąłem się, że należy ona do Chanyeol’a. Kiedyś zapomniałem mu jej oddać i jak widać nie zrobiłem tego do dzisiaj. Chociaż wyprana nadal pachniała jego charakterystycznymi perfumami. Może Yeol jest jaki jest, ale perfumy ma zajebiste. Wzruszyłem ramionami i sięgnąłem po spodnie. Moje nogi same poprowadziły mnie do łazienki.
Po wykonaniu wszystkich czynności, poszedłem do kuchni skąd zaraz wyszedłem, bo śniadania spodziewać się nie mogłem.
Rozejrzałem się po mieszkaniu, ale nigdzie nie zauważyłem Kimi. Gdzie ten potwór kociego pokroju mógłby się schować? Nagle usłyszałem jedno głośne jeb o podłogę, koci wkurzony jęk i szorowanie pazurów o panele. Kot jak wystrzelony z procy przebiegł z salonu do mojego pokoju co chwila ślizgając się i nie wyrabiając na zakrętach.
Moja mina przypominała lekkie zdziwienie i zażenowanie.
- Po kimś ty taki głupi, bo nie mam pojęcia.
Tak, owszem Kimi była zabójczym kotem, chcącym się w jakiś sposób na mnie zemścić, lecz jeżeli przychodziło co do czego i dostawała tak zwanych „swoich” dni zachowywała się jak totalny głupol i idiota.
Chwyciłem reklamówki na zakupy i wyszedłem z domu. Zamknąłem drzwi i ruszyłem na zewnątrz.
Rześkie powietrze buchnęło mi w twarz a lekkie słońce nieco oślepiło. Było ciepło, wręcz gorąco a ja ubrany w bluzę i długie spodnie maszerowałem przez zapełnione już ulice.
Najbliższy sklep był pół metra za szkołą. Taaak poranny spacerek.
Muszę przyznać, że moja kondycja nie jest jakaś powalająca. W szkole zazwyczaj unikałem zajęć z wychowania fizycznego czy coś. Największe dystanse jakie pokonywałem to te do szkoły, pracy czy no właśnie sklepu.
Nic na to nie poradzę. Nigdy nie ciągnęło mnie do ćwiczeń, gier w kosza, nogę, siatkę i tym podobne.
Zanim się obejrzałem mijałem już szkolną bramę, którą wraz z Chanyeol’em wychodziłem w dzień zakończenia roku. Mam dziwną ochotę na gofra tak jak wtedy.
♦♦♦
Mijali mnie ludzie, na ulicy przejeżdżały samochody, ja natomiast jak najszybciej
chciałem zrobić te przeklęte zakupy i znaleźć się w jakimś klimatyzowanym jako
tako pomieszczeniu… z gofrem. Nie ważne czy to praca, czy też dom, ale
potrzebuję klimatyzacji. Tak owej niestety w sklepie, do którego zmierzam nie
ma.Po kilkunastu minutach spacer się skończył a ja zmęczony stałem przed sklepem. Wszedłem do budynku i chwyciłem koszyk. Kierunek regały z karmą dla zwierząt, jak nie kupię Kimi jedzenia mogę pożegnać się z życiem.
Po kilku okrążeniach wszystkich półek w sklepie mój koszyk stopniowo został zapełniony. Stałem teraz w dziale z kosmetykami, perfumami i innymi takimi. Przechodziłem największy dylemat jakikolwiek miałem w życiu… jaki eyeliner wybrać?!
Jedna wielka półka i kilkadziesiąt produktów. Eyelinery wszędzie, mój raj na ziemi!
Miałem jednak wrażenie, że osoba stojąca obok cały czas patrzy się na mnie, głównie to na ręce, ale to przecież moje ręce.
Podniosłem wzrok na osobę obok i kompletnie mnie zatkało.
Chanyeol.
- Czyżby moja bluza? – mruknął odwracając wzrok na regał z perfumami, przed którym stał.
Kiwnąłem delikatnie głową z powrotem wracając do wybierania odpowiedniego kosmetyku.
- I co? – spytałem po pewnym czasie.
Spojrzał na mnie nie wiedząc za bardzo o co mi chodzi.
- Poznałeś swoją „wybrankę” serca? – sprostowałem.
Chłopak zawahał się, lecz cicho odpowiedział.
- Tak. Ma na imię Sora. Jest bardzo sympatyczna, zabawna, no i miła.
Upuściłem niewielki eyeliner na sklepowe kafelki.
- Ah… - mruknąłem czując ogromne kłucie w sercu.
Dlaczego? Sam nie wiem. Może boli mnie fakt jak ten idiota zniszczy sobie życie.
Podniosłem przedmiot z podłogi, po czym wrzuciłem go do koszyka.
- Fajnie. Życzę więc dalszych sukcesów – te słowa ledwo co przeszły mi przez gardo, w których czułem jakby ogromną gulę.
Kłucie nie zniknęło, wręcz nabrało na sile.
Odwróciłem się plecami do chłopaka chciałem już odejść, lecz jego głos mnie zatrzymał.
- Baekhyun!
Odwróciłem się w jego stronę mając nadzieję, że się rozmyśli i nic nie powie, bym mógł wrócić już do domu i zapomnieć o tym całym spotkaniu.
- Baekhyunnie… przepraszam za moje zachowanie, wtedy w sklepie. Poniosło mnie, chciałem twojej pomocy, bo jesteś moim najlepszym przyjacielem.
Tak Park Chanyeol rób mi jeszcze większe wyrzuty sumienia.
- Yeol chciałbym porozmawiać, ale śpieszę się do pracy. Na razie! – ruszyłem do kas.
- Ale między nami wszystko okej? Czekaj przecież ty masz do pracy na 16:00 – krzyknął i po chwili szedł ze mną ramię w ramię.
- Ostatnio wszystko się pokomplikowało i muszę pracować za wszystkich – mruknąłem.
- Baekkie?
Fuck!
- Co byś powiedział jakbym zaoferował ci pomoc w sklepie? – spojrzał na mnie.
- Co chcesz w zamian?
Prawda. Przydałaby mi się jakaś pomoc, ale jeśli będę musiał non stop słuchać o tej dziewczynie, to ja dziękuję. Jeszcze kilka dni mnie nie zbawi.
- Nic. Ty będziesz za kasą, a ja będę porządkował na zapleczu.
- Ehh, niech ci będzie.
- Tak! – Chanyeol zaczął skakać z radości.
Wszyscy ludzie odwrócili wzrok w naszym kierunku.
Złapałem chłopaka za ramię i skarciłem wzrokiem.
- Uj.
Przewróciłem oczami i ruszyłem do kasy.
Po zapłaceniu za zakupy Chanyeol kazał mi jeszcze poczekać na siebie. Powiedział też, że odniesie zakupy do domu i będzie mógł nawet zacząć od dziś.
W co ja się wpakowałem.
Autor: Lee Satori - za błędy czy jakiekolwiek pogmatwane zdania przepraszam T^T

Za-rą-bi-ste!
OdpowiedzUsuńAch ta niewinna pomoc w pracy xD