6.09.2013

"My love, my pet": Five

Co mnie podkusiło, by zgadzać się na tę durnowatą propozycję Chanyeola?
Teraz muszę w drodze do pracy wysłuchiwać co u niego się działo gdy nie utrzymywaliśmy kontaktów. Jakby do mnie dzwonił codziennie to miał bym to jako tako podzielone na dnia, a nie jeb, wszystkie jego historie jednego dnia. Nawet lepiej, bo odnoszę wrażenie, że chce to wszystko mi przekazać w ciągu tych kilku minut między mieszkaniem, a budynkiem pracy.
Mógł zadzwonić przeprosić i moje uszy, by nie więdły od nieustającej paplaniny od strony wielkoluda. Choć czemu ja nie zadzwoniłem i nie przeprosiłem? Może jestem za bardzo przyzwyczajony do tego, że on to zazwyczaj robił? Bądź jestem takim stworzeniem, który nie widzi winy w sobie i o wszystko obwinia innych…nie wiem jak Channie może ze mną wytrzymywać. STOP! Czekaj? Co!
Jaki Channie, nie na pewno tak nie pomyślałem. Nie to nie może być to. Pewnie było Chanyeol tylko coś mi się porypało i myślę, że było inaczej.
Spojrzałem na profil wielkoluda, któremu buzia się nie zamykała. Cały czas na jego twarzy gościł delikatny uśmieszek.
Dobra, poddaję się! Powiedziałem Channie, choć sam kurde nie mogę w to uwierzyć. Dziczeje?
Nie na to musi być inne racjonalne wyjaśnienie.
- Baekhyun!
- Hę? – odparłem nieinteligentnie.
- Co ty tak bujasz w obłokach? Zakochałeś się – bardziej stwierdził, niż spytał.
Szczerze nie wiedziałem jak zareagować.
- Niee mów, o ja… Byun Baekhyun się zakochał! – zaszczebiotał jak trzynastoletnia dziewczynka.
A co najgorsze jest w tym wszystkim? Że zakochałem się w nim!
Mogłem wybrać jakąkolwiek osobę chodzącą ulicach Seulu. Osobę jakąkolwiek chodzącą po ŚWIECIE! Nie, bo ja zamiast wybrać sobie uroczą, długowłosą dziewczynę wybrałem sobie Park Chanyeola z wiecznie głupim wyszczerzem i równie głupimi pomysłami.
Ma człowiek gust, co nie?
Zanim się obejrzałem znaleźliśmy się już w budynku ze sklepem z komiksami.
- To ja pójdę na zaplecze, tylko wyjaśnij co? Gdzie? I jak?- i znów ten przeklęty uśmiech.
Trzyma mnie ktoś, bo zemdleje. Już nogi odmawiają mi posłuszeństwa, a to dopiero pierwszy dzień z Happy Virusem .
Poszedłem z chłopakiem na zaplecze i tak jak prosił wyjaśniłem o co biega w tych kartonach i co ma mniej więcej robić.
Zostawiłem go z problemami i zająłem się własnymi za ladą.
♦♦♦
Siedziałem jak zwykle na swoimi miejscu i obsługiwałem klientów, nawet tych najbardziej marudnych, których czasem miałem ochotę udusić własnymi rękoma.
Nagle jak coś nie huknęło. NIE! Czyżby powtarzała się historia z Haną! Ostatnia osoba pomagająca mi jakoś w tym bagnie komiksów ma sobie cos zrobić na zapleczu… o nie, tym bardziej, że to Chanyeol.
- Nic mi nie jest Baekhyun! Nic, a nic! – usłyszałem pogodny, ale lekko zdyszany głos Yeol’a.
Kamień z serca. Nie zabił się.
Pożegnałem się z klientem i rzuciłem się natychmiast do pomieszczenia, w którym przebywał Channie.
-Nic…
Jak tylko przekroczyłem próg pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Chan, ledwo co powstrzymujący ciężki karton z komiksami przed upadkiem.
- Czemu nie wołasz, że pomocy potrzebujesz! – oburzony jak najszybciej do niego podbiegłem i razem poradziliśmy sobie z tym utrapieniem, że tak to powiem.
- Nie chciałem ci zawracać głowy. Poza tym myślałem, że sam sobie poradzę.
Wybuchnę. Debil naraża się, bo nie chciał mi przeszkadzać. A co jakby coś my się stało czy coś. Nie darowałbym sobie jakby zrobił sobie krzywdę. Miałem ochotę go tak ochrzanić, że jest bezmyślnym idiotą i patafianem, ale zarazem nie chciałem wszczynać zbędnej kłótni.
Dziś rano dopiero się pogodziliśmy, więc niech lepiej zostanie tak jak jest, a to co myślę przemilczę. No dobra nie przemilczę, ale nie krzyknę.
- A co jak by ci się coś stało? – a nich się trudzi z odpowiedzią.
- Wtedy, byś mnie ratował i wzywał pogotowie – wyszczerzył się.
Myślałem, że będzie się trudził. Nadzieja matką głupich, w tym mnie. Czy ja jestem taki przewidywalny?
- Nieważne – mruknąłem. – Możesz sobie zrobić przerwę , nie musisz non stop pracować.
- A ile czasu ja już tu siedzę?
Spojrzałem na zegarek.
- Tak jakieś 5 godziny – mruknąłem.
- Jakiem cudem?!
W pracy czas oczywiście mija szybciej, niż na nudzeniu się.
- W takim razie robię sobie przerwę i będę ci towarzyszył  – poruszył śmiesznie brwiami.
- Niech będzie – machnąłem na niego rękę i wyszedłem z zaplecza.
Usiadłem na swoim standardowym miejscu i obserwowałem jak Chanyeol kręci się po całym sklepie, aż w końcu postanawia zasiąść obok mnie.
Westchnąłem i czekałem na jakiekolwiek klienta.
- Idę do łazienki, dasz sobie radę jakby coś? – spytałem chłopaka podnosząc się z krzesła.
- Postaram się – kiwnął głową.
~ ♦ ~
Wyszedłem z łazienki i pierwsze co zrobiłem to spotkałem się z podłogą. Dosłownie, a przez kogo? Jak zwykle przez Park Chanyeola.
- Co się stało, że mnie atakujesz?! – spojrzałem przerażony na twarz Yeol’a, który z resztą ciągle na mnie leżał.
- Nie zgadniesz!
- To mi powiedz skoro wiesz, że nie zgadnę!
Odchrząknął i podniósł się z mojego biednego, zgniecionego, staranowanego ciałka.
- Mam randkę! – zaczął skakać jakby miał wiewiórki w spodniach.
- Z kim? – spytałem podejrzliwie, mierząc go wzrokiem od góry do dołu.
- Pamiętasz tą blondynkę, Sorę, co nie chciałeś mi pomóc?
Nie! NIE! STANOWCZE NIE!
Patrzyłem się szeroko otwartymi oczami na chłopaka przede mną. Wryło mnie w ziemie. Czułem się jakby coś przybiło mnie do tych kafelek i żaden łom, by mnie nie wydostał.
Wszystko tylko nie ta blondynka. Każda informacja byłaby lepsza od tej. Znacznie lepsza!
Baekhyun przesadzasz.
- Becon – zamachał mi rękę przed twarzą.
- Hę…Na długo się wyłączyłem?
- Zależy. Wracając do tematu, mam dziś randkę! – zaśmiał się.
Chyba mam migrenę. Potrzebuję wody i tabletek. Coś tak nagle duszno się zrobiło i trochę mi słabo.
Przytrzymałem się lady i jakoś doczłapałem do krzesełka.
- Nie cieszysz się!
Przełknąłem ślinę i kiwnąłem twierdząco głową nadal w lekkim osłupieniu i z bólem głowy.
- O której masz tą randkę – ostatnie zdanie ledwo co przeszło mi przez gardło, w którym czułem teraz okropną gule.
Tak może przesadzam. Ale nie codziennie osoba, która mi się podoba (o czym dowiedziałem się całkiem niedawno) może spaprać sobie życie z kimś innym. Wszystkie najczarniejsze scenariusze, możliwe z tą kobietą tliły mi się w głowie i za żadne skarby nie mogłem się ich pozbyć. Więc mam prawo tak a nie inaczej to przeżywać.
- O 20:00 – odpowiedział.
- Jest szesnasta, więc możesz już iść. No wiesz szykować się i w ogóle – mruknąłem z wymuszonym uśmiechem.
- Serio?! Dziękuję! – rzucił się na mnie i zaczął przytulać.
- Chan ja cię tu nie trzymam, w każdej chwili możesz wyjść – stwierdziłem.
Chłopak oderwał się ode mnie, jeszcze raz podziękował i wyszedł, zos
tawiając mnie samego z myślami… znowu.

1 komentarz:

  1. Niedobry Chanyeol!
    Głupi! Głupi! Głupi!
    Przeklęta blond lafirynda ;D

    OdpowiedzUsuń